Poniższe opracowanie jest jednym z kilku, które mamy w swoim archiwum "starego CRH".
Pryncypia ruchu atmosfery w warunkach zmiany natężenia
pola grawitacyjnego, czyli rola sił pływowych w kształtowaniu powłoki gazowej
Ziemi.
Marian
Głuszek
Współczesna
wiedza na temat ruchu mas powietrza opiera się głównie na obserwacji
satelitarnej naszej planety, zwłaszcza jego dolnych warstw nasyconych lub nie
parą wodną, zatem dających się efektownie fotografować. A więc na podstawie
tychże zachowań (ruchu) masy gazowej są formowane zasady prognozowania pogody
na danym terenie, tylko na kilka dni przed spodziewanymi zmianami. Rezultaty
takiego przewidywania bywają niestety zróżnicowane. Np. ostatnio „deszcze
świętojańskie” spowodowały w południowej Polsce olbrzymie powodzie. Gdyby
służby meteorologiczne ostrzegły o zbliżającej się fali chociaż o dwie godziny
wcześniej, można było uniknąć wielu strat. Zawiodła informacja? Czy mało
skuteczna synoptyka?
Kiedy zaproponowałem w IMiGW zastosowanie mojej „metody grawitacyjnej” w prognozowaniu zjawisk sejsmiczno-meteorologicznych, otrzymałem odpowiedź, że „synoptycy IMiGW nie korzystają z Pańskiego opracowania, gdyż zaproponowane tam podejście nie ma umocowania naukowego” (podkreślenie M.G.) (korespondencja z 1998 roku). Otrzymując niniejszą odpowiedź, musiałem pokornie zamilknąć po takim horrendalnym zarzucie. Usiłowano mnie bowiem przekonać, że „bujam w obłokach” i nie znam podstaw naukowych odnośnie ruchu materii. Stanowczo muszę bronić głoszonej przeze mnie „teorii grawitacyjnej”, bo ta sprawdza się w każdym ułamku czasu i przestrzeni. Wobec tego muszę zadać zasadnicze pytanie panu doktorowi, inżynierowi z IMiGW, który mnie zaopatrzył w dwa podręczniki: Meteorologię i Klimatologię wydaną przez Światową Organizację Meteorologiczną, za które to pozycje jeszcze raz, tym razem publicznie, dziękuję.
Kiedy zaproponowałem w IMiGW zastosowanie mojej „metody grawitacyjnej” w prognozowaniu zjawisk sejsmiczno-meteorologicznych, otrzymałem odpowiedź, że „synoptycy IMiGW nie korzystają z Pańskiego opracowania, gdyż zaproponowane tam podejście nie ma umocowania naukowego” (podkreślenie M.G.) (korespondencja z 1998 roku). Otrzymując niniejszą odpowiedź, musiałem pokornie zamilknąć po takim horrendalnym zarzucie. Usiłowano mnie bowiem przekonać, że „bujam w obłokach” i nie znam podstaw naukowych odnośnie ruchu materii. Stanowczo muszę bronić głoszonej przeze mnie „teorii grawitacyjnej”, bo ta sprawdza się w każdym ułamku czasu i przestrzeni. Wobec tego muszę zadać zasadnicze pytanie panu doktorowi, inżynierowi z IMiGW, który mnie zaopatrzył w dwa podręczniki: Meteorologię i Klimatologię wydaną przez Światową Organizację Meteorologiczną, za które to pozycje jeszcze raz, tym razem publicznie, dziękuję.
Pytanie
brzmi następująco: na jakiej podstawie naukowej nie stosuje się prawa
grawitacji do powłoki gazowej Ziemi, skoro jest ono dwa razy na dobę
dokumentowane w postaci sił pływowych poruszających skorupę ziemską i oceany?
Przecież już obecnie, chyba w podstawówce, uczniowie dowiadują się, że te same
prawa fizyki obowiązują w stosunku do cieczy i gazów (!). Jest mi bardzo przykro,
że musiałem się w ten sposób wyrazić, gdyż ta myśl towarzyszyła mi od wielu lat
(1975r.) w dociekaniach na temat prawdziwych przyczyn ruchu atmosfery. Nie
wiem, może źle zrozumiałem wspomnianego dra inżyniera – prawdopodobnie chodziło
mu o to, że współczesna meteorologia nie zajmuje się grawitacją wpływającą na
pogodę. Rzeczywiście, we wspomnianych podręcznikach nie ma ani słowa na ten
temat. Czyli że tych spraw od tej strony się nie bada, a więc „nie ma
udokumentowania naukowego”.
Zatem Szanowni Czytelnicy, dosyć jest lekceważenia nie mojej skromnej osoby, ale praw grawitacji, czyli spraw związanych ze zmianą ciśnień na naszym globie. Podstawowa zasada Macha głosi, że ruch zależy od masy, a I. Newton mówi, że z kwadratem odległości siły grawitacyjne (pływowe) maleją. Trzeba je konkretnie zastosować w geofizyce i przewidywać ich skutki działania.
Wszelkie dotychczasowe próby badań nad tym zagadnieniem rozbijają się o podstawowe stwierdzenie, że sprawdzają się tylko w 50%. Niestety skrupulatni statystycy nie szukają przyczyn tej połowicznej sprawdzalności. Gdyby zechcieli się bliżej przyjrzeć warunkom astronomicznym, zauważyliby, że ma tu miejsce kompatybilność, bo pełnia i nów Księżyca gości tylko przez połowę roku (50%) na jednej półkuli. Wziąwszy pod uwagę, że nów zawsze wędruje ze Słońcem, mamy wyjaśnioną tę niezgodność ze statystyką.
W przyrodzie nie ma „tak, a może nie…”, wszystko jest zgodne z jej kardynalnymi prawami.
Zatem Szanowni Czytelnicy, dosyć jest lekceważenia nie mojej skromnej osoby, ale praw grawitacji, czyli spraw związanych ze zmianą ciśnień na naszym globie. Podstawowa zasada Macha głosi, że ruch zależy od masy, a I. Newton mówi, że z kwadratem odległości siły grawitacyjne (pływowe) maleją. Trzeba je konkretnie zastosować w geofizyce i przewidywać ich skutki działania.
Wszelkie dotychczasowe próby badań nad tym zagadnieniem rozbijają się o podstawowe stwierdzenie, że sprawdzają się tylko w 50%. Niestety skrupulatni statystycy nie szukają przyczyn tej połowicznej sprawdzalności. Gdyby zechcieli się bliżej przyjrzeć warunkom astronomicznym, zauważyliby, że ma tu miejsce kompatybilność, bo pełnia i nów Księżyca gości tylko przez połowę roku (50%) na jednej półkuli. Wziąwszy pod uwagę, że nów zawsze wędruje ze Słońcem, mamy wyjaśnioną tę niezgodność ze statystyką.
W przyrodzie nie ma „tak, a może nie…”, wszystko jest zgodne z jej kardynalnymi prawami.
Na
marginesie zastanawiam się nad tzw. „ociepleniem globalnym” – przecież już były
4 zlodowacenia. Obecnie jesteśmy w epoce interglacjalnej, czy trzeba się
dziwić, że mamy upalne lato?
Zatem po tym długim wstępie przejdźmy do wspomnianych w tytule pryncypiów:
Zatem po tym długim wstępie przejdźmy do wspomnianych w tytule pryncypiów:
Po pierwsze:
stany pogodowe nad danym terenem pojawiają się przeważnie cyklicznie, a jeśli
są zmiany, należy szukać ich przyczyn w warunkach astronomicznych (chodzi o
przemieszczanie się źródeł grawitacji i zmianę siły natężenia pola).
Po drugie:
jest podstawowy okres grawitacyjny 18,6-letni, związany z nachyleniem orbity
Księżyca w stosunku do równika ziemskiego.
Po trzecie:
ten cykl dzieli się na dwie połowy, gdy Księżyc oscyluje wewnątrz pasa
równikowego i drugi raz – poza pasem równikowym , zmieniając kąt nachylenia
swojej orbity od +,- 18stopni do +,- prawie 29 stopni kątowych bez kilkunastu
minut. To jest prawie 1/3 odległość kątowa od biegunów (!).
Po czwarte:
na podstawie kilkudziesięcioletnich obserwacji zauważyłem, że zderzenie
kontrastowych mas powietrza nad Europą następuje w podobnym „czasie kątowym”
Księżyca (w czasie nowiu razem ze Słońcem). Czasem pojawia się też tam Wenus, a
więc przy nowiu trzy źródła grawitacji w jednym punkcie nieba (!). Ta sytuacja
pozwoliła mi wyznaczyć datę wielkich opadów nad Polską z kilkumiesięcznym
wyprzedzeniem (1981r., 1997r.).
Po piąte:
najtragiczniejsze zjawiska pogodowe i sejsmiczne następują z chwilą ustania
działania (z powodu przemieszczania się) zewnętrznych źródeł grawitacji.
Zaznaczyć należy, że wszystko się dzieje w specyficznym procesie pogodowym, bo
w tym czasie kiedy w środkowej Europie jest słoneczna pogoda, wtedy na
zachodzie tworzą się rozległe niże. Dzieje się to przeważnie przy rosnącej
deklinacji zewnętrznych źródeł grawitacji. Jednak szybkość ich przesuwania się
na wschód jest powolna. Niże dostają przyśpieszenia z zachodu na wschód przy
powrocie tychże źródeł do równika. Z ostatnich moich obserwacji wynika, że przy
najdalszej oscylacji Księżyca, zwłaszcza w latach jego powrotu z maksymalnej
oscylacji pozazwrotnikowej, ta ostra granica pogodowa zaciera się. I mamy za to
wpływ niżów czarnomorskich i bałkańskich. Stąd podtopienia w południowej
Polsce.
Marian Głuszek



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz