Tekst, który widzą Państwo poniżej to pierwsza część
wykładu, jaki jest fragmentem znakomitej, choć niezmiernie trudnej książki G.I.
Gurdżijewa pt. "Opowieści Belzebuba dla wnuka". Treść
jest dość wymowna i wręcz obnażająca ludzką naturę z punktu widzenia m.in.
psychologii. Z racji tego, iż tekst jest uderzający i daje niesamowite pole do
popisu wszystkim badaczom świadomości, postanowiliśmy go opublikować na blogu
CRH. Zachęcamy wszystkich do zapoznania się z całą lekturą, która niesie za
sobą ogromną dawkę wiedzy. Warto wspomnieć, iż Martin Seymour-Smith umieścił
książkę Gurdżijewa w spisie 100 najważniejszych książek świata.
INDYWIDUALNOŚĆ
Jak
wykazywały badania wielu autentycznych uczonych minionych epok, a także dane, które udało się teraz zebrać
dzięki poszukiwaniom prowadzonymi zupełnie wyjątkowymi metodami przez Instytut
Harmonijnego Rozwoju Człowieka, pełna
indywidualność każdego człowieka-zgodnie z wyższymi prawami i
odpowiednio do warunków towarzyszących procesowi ludzkiego życia, zarania
ustalonych na Ziemi i stopniowo tam ugruntowanych-bez względu na to, jakiego
dziedzictwa on sam jest rezultatem, a także na przypadkowe okoliczności, w
których dany człowiek powstał i się rozwijał, musi się obowiązkowo-po to, by
jego odpowiedzialne życie już od samego początku potoczyło się zgodnie z sensem
i przeznaczeniem jego egzystencji jako człowieka, a nie tylko zwierzęcia-
składać z czterech określonych odrębnych osobowości.
![]() |
Druga z
czterech osobowości, prawie zawsze funkcjonująca zupełnie niezależnie od pierwszej, składa się z sumy rezultatów danych
gromadzonych i utrwalonych w zbiorczej obecności człowieka, podobnie jak
każdego zwierzęcia, dzięki jego sześciu narządom nazywanym ,, odbiornikami
różno jakościowych wibracji”- narządom, które funkcjonują odpowiednio do nowo
odebranych wrażeń i których czułość zależy od cech dziedzicznych oraz warunków,
w jakich przebiegało kształtowanie
mające przygotować dane indywiduum do odpowiedzialnej egzystencji
Trzecią samodzielną część całej istoty stanowi
zarówno zasadnicze funkcjonowanie jej organizmu, jak i ,, zespół odruchowo
motorycznych przejawów”, które oddziałują na siebie nawzajem w ramach tego
funkcjonowania i których jakość także
zależy od wspomnianych rezultatów
dziedziczności oraz warunków, w jakich toczy się przygotowawcze kształtowanie
danej istoty.
A jeśli
chodzi o czwartą osobowość, która również powinna być jedną z oddzielnych
części całego indywiduum, to jest nią nic innego, jak przejawienie się ogółu
rezultatów już zautomatyzowanego funkcjonowania tych wszystkich trzech
wyliczonych osobowości, które oddzielenie się w nim uformowały i niezależnie wykształciły,
czyli to, co w danej istocie nazywa się ,,Ja”.
W zbiorczej
obecności człowieka uduchowianie i przejawianie się każdej z tych trzech rzeczy
wyliczonych, odrębnie uformowanych części jego całości odbywa się za pomocą
trzech samodzielnych ,,środkociężkościowych lokalizacji” , czyli mózgów, z tym
że każda taka środkociężkościowa lokalizacja wraz z całym jej układem może
ogólnie przejawiać się dzięki własnym,
tylko jej przynależnym właściwościom i predyspozycjom, z czego wynika, że
wszechstronne doskonalenie człowieka nieodzownie wymaga, by każda z tych trzech
części otrzymała prawidłowe i
odpowiednie dla niej specjalne wychowanie, a nie takie szkolenie, jakim raczy
się je dzisiaj i tak samo nazywa ,,wychowaniem”.
Tylko wtedy
,,Ja”, które powinno istnieć w człowieku , może się stać jego własnym ,,Ja”.
Jak
wykazały przytoczone wcześniej, rzetelnie prowadzone wieloletnie badania
doświadczalne, a także po prostu zgodnie ze zdrową i bezstronną oceną , na jaką
stać wszystkich współczesnych ludzi , zbiorcza obecność każdego człowieka –
zwłaszcza takiego, który z tego czy innego powodu rości sobie pretensje do
bycia nie jakimś zwykłym , przeciętnym człowiekiem , lecz, jak to się mówi ,,
inteligentem” w prawdziwym tego słowa znaczeniu – nie tylko musi się składać ze
wspomnianych czterech wyraźnie
określonych i odrębnych
osobowości , ale każda z tych osobowości powinna też być należycie rozwinięta
,tak by w czasie jego odpowiedzialnej egzystencji ogólne przejawy wszystkich
odrębnych części harmonizowały ze sobą.
Aby wszechstronnie i zrozumiale wyświetlić
różnorodność źródeł powstania i niejednolitą jakość osobowości manifestujących
się w ogólnej organizacji człowieka , a także ukazać różnicę między ,,Ja” , które powinno istnieć w
zbiorczej obecności ,,człowieka bez cudzysłowu” , to znaczy prawdziwego
człowieka , a ,,fałszywym Ja” , które ludzie dzisiaj z nim mylą, możemy
posłużyć się bardzo trafnym porównaniem .Wprawdzie współcześni spirytyści,
okultyści, teozofowie i inni specjaliści od ,, łowienia ryb w mętnej wodzie” ,
jak to się mówi , ,,wyświechtali już do obrzydzenia” tę analogię w swoich
bajdach o ,,mentalnych” , ,,astralnych” i jeszcze jakichś innych ,,ciałach” ,
które ponoć istnieją w człowieku , znakomicie jednak nadaje się ono do tego ,
by rozświetlić badaną teraz przez nas kwestię.
Człowiek
jako całość ze wszystkimi jego skupiającymi się osobno i funkcjonującymi
odrębnie lokalizacjami , czyli ze wszystkimi jego ukształtowanymi i
samodzielnie wychowanymi ,, osobowościami” , przypomina niemal pod każdym
względem zaprzęg służący do transportu pasażera i składający się z powozu ,
konia oraz woźnicy.
Przede
wszystkim trzeba zaznaczyć , że różnicę między prawdziwym człowiekiem , to
znaczy takim , który własne ,,Ja”, a tym, który go nie ma, uwydatnia w naszym
przykładzie pasażer zasiadający w powozie. W pierwszym przypadku tym pasażer
jest sam właściciel zaprzęgu ,a w drugim – przypadkowy przechodzień ,który ,tak
jak klienci dorożki , bez przerwy się zmienia.
Ciało
człowieka wraz ze wszystkimi swoimi odruchowo-motorycznymi przejawami można po
prostu porównać do samego powozu ,całokształt funkcjonowania i przejawiania się
człowieka odczuć – do konia ,który jest do tego powozu zaprzężony i go ciągnie
,z kolei woźnica zasiadający na koźle i powożący koniem jest w człowieku
odpowiednikiem tego ,co ludzie nazywają świadomością lub myśleniem ,i wreszcie
pasażer siedzący w powozie i wydający
woźnicy rozkazy reprezentuje to ,co nazywa się ,,Ja”.
Jeśli dalej
rozwiniemy tę analogię między typowym człowiekiem współczesnym ,z jego myślami
,odczuciami i ciałem ,a dorożką ,z jej powozem , koniem i woźnicą ,to jasno
zdamy sobie sprawę ,że w każdej części składowej obu tych całości musiały
wykształcić się odrębnie ,jej tylko przynależne potrzeby ,przyzwyczajenia
,upodobania itd. ,a to dlatego ,że w każdej z tych części –zależnie od różnic w
naturze ich powstania i warunków kształtowania się ,a także zgodnie z
możliwościami ,jakimi zostały obdarzone –musiała wątpliwie uformować się jej
własna psychika ,własne pojęcia ,własne subiektywne zasady ,własne poglądy itd.
Całokształt
przejawów ludzkiego myślenia wraz ze wszelkimi właściwościami, które tę funkcję
charakteryzują , i ze wszystkimi jej osobliwościami niemal pod każdym względem
ściśle opowiada esencji i przejawom typowego woźnicy.
Nasz
woźnica ,jak generalnie każdy najemny woźnica ,to typ ,,dryndziarza” , który
nie jest zupełnym analfabetą ,ponieważ na skutek wydajnej w jego kraju ustawy o
,, wprowadzenie obowiązku powszechnej alfabetyzacji” musiał w dzieciństwie uczęszczać
czasami do tak zwanej szkoły parafialnej.
Chociaż
samo pochodzi ze wsi i pozostał takim
samym ciemniakiem jak jego ziomkowie ,mając jednak okazje , dzięki swej
profesji , ocierać się o ludzi rożnego
pokoju i z różnym wykształceniem ,zapożyczył od nich ,,piąte prze dziesiąte”
rozmaite zwroty ,za którymi kryją się różne pojęcia ,więc teraz zaczął się już
z wyższością i lekceważeniem odnosić do wszystkiego ,co wsiowe, nazywając to z
oburzeniem ,,ciemnotą”.
Krótko
mówiąc ,to typ, do którego jak ulał pasuje określenie: ,,Odleciał od wron ,ale
pawiem nigdy nie zostanie”.
Uważa się
nawet za osobę kompetentną w kwestiach religii , polityki i socjologii; lubi
się kłócić z równymi sobie ,pouczać tych ,których uważa za gorszych ,a lepszym
od siebie służalczo schlebia i ,jak to się mówi ,,liże im buty”.
Jedną z
jego głównych słabości jest bałamucenie kucharek i pokojówek z sąsiedztwa ,ale
to, co lubi najbardziej , to najeść się do syta i wychylić kieliszek lub dwa ,a
potem w pełni ukontentowany zapaść w półdrzemkę i marzyc.
Żeby
zaspokoić te słabości, kradnie bez przerwy część pieniędzy, które jego
chlebodawca daje mu na zakup paszy dla konia.
Nasz
dryndziarz, jak każdy najemnik, pracuje jedynie, jak to się mówi, ,,poganiany
batem”, a jeśli czasem zdarzy mu się coś zrobić bez przymusu, to tylko dlatego,
że liczy na napiwek.
Owo
pragnienie otrzymania napiwku spowodowało, że stopniowo nabrał wprawy w
wykrywaniu pewnych słabości u ludzi, z którymi ma do czynienia, a także w
czerpaniu z tych słabości profitów dla siebie, i automatycznie nauczył się być przebiegły,
schlebiać, podlizywać się, jednym słowem kłamać.
Przy każdej
nadarzającej się okazji i w każdej wolnej chwili wstępuje do knajpy czy baru,
gdzie całymi godzinami marzy nad szklanką wina albo rozmawia z typem takim
samym jak on, albo po prostu czyta gazetę.
Stara się
zaimponować swoim wyglądem, nosi brodę, a jeśli jest chudy, to wypycha
odpowiednie miejsca pod ubraniem, żeby dodać sobie powagi.
W naszym
przykładzie całokształt przejawiania się w człowieku centrum czuciowego i cały
system jego funkcjonowania idealnie odpowiada koniowi zaprzężonemu do dorożki.
Warto
nadmienić, że porównanie organizacji ludzkiego odczuwania do konia wyjątkowo
dobrze unaoczni nam, jak bardzo nieprawidłowe i jednostronne jest wychowanie,
które otrzymuje dzisiaj dorastające pokolenie.
Koń,
wskutek lekceważenia okazywanego mu od najmłodszych lat przez otoczenie, a
także nieustannego osamotnienia, cały poniekąd zamknął się w sobie, to znaczy
jego, jak to się mówi, ,,życie wewnętrzne” został zapędzony do środka i teraz
potrafi się przejawiać na zewnątrz tylko siłą bezwładu.
Z powodu
nienormalnych warunków, w których dorastał, nigdy nie otrzymał żadnego
specjalnego wychowania, a kształtował się wyłącznie pod wpływem ciągłej chłosty
i steku wyzwisk.
Był zawsze
trzymany na uwięzi i karmiono go czym popadnie, dając mu zamiast owsa i siana
tylko słomę, która zupełnie się nie nadaje do zaspokojenia jego rzeczywistych
potrzeb.
Ponieważ
nikt nigdy nie okazał mu choćby odrobiny miłości lub ciepła, teraz gotowy jest
się oddać całym sobą każdemu, kto obdarzy go najmniejszą pieszczotą.
Wszystko to
spowodowało, że u takiego konia, pozbawionego jakichkolwiek zainteresowań i
dążeń, wszelkie namiętności musiały niechybnie skoncentrować się na jedzeniu,
piciu i automatycznym pociągu do płci przeciwnej, skutkiem czego niezmiennie
kusi go, by iść tam, gdzie może otrzymać którąś z tych rzeczy. Na przykład
jeśli widzi miejsce, w którym choć raz zaspokoił jedną z wymienionych potrzeb,
to zawsze się rwie, żeby pognać w tę stronę.
Należy
jeszcze dodać, że woźnica, nawet przy bardzo słabym rozumienia swych
obowiązków, przynajmniej potrafi choć
trochę logicznie myśleć i czasami w trosce o jutro podejmuje się – bez
przymusu, a tylko ze strachu, że straci pracę, lub w nadziei na – nagrodę –
zrobić coś dla swego pana. Ale koń z braku specjalnego i opowiadającego jego
naturze wychowania nie otrzymał we właściwym czasie żadnych, które
pozwoliłyby mu na przejawienie takich
dążeń, jakie powinny cechować odpowiedzialną egzystencję, nie rozumie więc –
zresztą nie można oczekiwać, by rozumiał – dlaczego w ogóle musi cokolwiek
robić i wobec tego odnosi się do swych obowiązków z całkowitą objętością,
pracując tylko ze strachu, że znów oberwie cięgi.
A co się
tyczy bryczki lub powozu, który w naszej analogii odpowiada ciału oddzielonemu
od innych niezależnie utworzonych części zbiorczej obecności człowieka, to jego
sytuacja jest jeszcze gorsza.
Ów wóz, jak
zresztą wszystkie wozy, zbudowany jest z różnych materiałów i na dodatek ma bardzo
skomplikowaną konstrukcję. Początkowo był przeznaczony – co jest oczywiste dla
każdego zdrowo myślącego człowieka – do transportu rozmaitych ładunków, a nie
do tego, do czego wykorzystują go ludzie współcześni, czyli tylko do przewozu
pasażerów.
Główną
przyczyną rozmaitych powstałych wokół niego nieporozumień jest to, że miał
służyć do jazdy po polnych drogach i że
pod tym kątem rzemieślnicy, którzy go zbudowali, odpowiednio dopasowali pewne
wewnętrzne szczegóły jego konstrukcji.
Na przykład
mechanizm naoliwiania – będącego jedną z głównych potrzeb pojazdu zbudowanego z różnorodnych materiałów –
działa w taki sposób, że smar rozchodzi się po wszystkich metalowych
częściach wskutek wstrząsów,
które są nieuniknione na tego rodzaju wyboistych drogach; teraz zaś ten wóz,
przystosowany do jazdy po polnych drogach, stoi najczęściej w mieście na
postoju dorożek, a nawet jeśli jedzie, to tylko po gładkich, wyasfaltowanych i
pozbawionych wybojów ulicach.
Ponieważ jazda po takiej nawierzchni nie powoduje
żadnych wstrząsów, więc wszystkie części wozu przestały być jednolicie
naoliwiane, skutkiem czego niektóre rdzewieją i przestają pełnić przeznaczone
im funkcje.
Na ogół
każdy wóz jedzie lekko, kiedy jego ruchome części są należycie naoliwione.
Jeżeli smaru jest za mało, części te się rozgrzewają i rozżarzone do
czerwoności uszkadzają potem inne części; natomiast jeśli tego smaru jest w
niektórych częściach zbyt dużo, to cierpi na tym ruch całego wozu i koniowi
zarówno w tym, jak i w pierwszym przypadku jest coraz trudniej ciągnąc ów wóz.
Współczesny
woźnica, nasz ,,dryndziarz”, nic o tym nie wie i w ogóle nie podejrzewa, że wóz
trzeba równomiernie naoliwić, a nawet jeśli go nasmaruje, i tak zrobi to bez
odpowiedniej wiedzy, stosując się bezkrytycznie do wskazówek pierwszej lepszej
napotkanej osoby, tylko pod wpływem tego, co przypadkowo usłyszał.
Oto
dlaczego za każdym razem, gdy z jakiegoś powodu ten wóz, który teraz jest już w
miarę przystosowany do jazdy po równych nawierzchniach, musi skręcić w polną
drogę, coś mu się przytrafia: to poluzuje mu się nakrętka, to wykrzywi się
schorzeń, to znów odpadnie jakaś cześć, i po takich przejściach rzadko kiedy
obywa się bez mniej lub bardziej gruntownej naprawy.
Tak czy
inaczej, używanie tego wozu do celów, jakim miał pierwotnie służyć, stało się
dzisiaj bardzo ryzykowne. Przeprowadzając remont, trzeba będzie rozebrać cały
wóz na części, potem każdą z nich sprawdzić i, jak to się robi w takich
przypadkach, przetrzeć naftą, a następnie te wyczyszczone części z powrotem
poukładać; często się wtedy okazuje, że którąś cześć należy od razu wymienić, i
jeszcze pół biedy, jeśli jest to jakaś niedroga cześć, bo zdarza się też, że
taka naprawa kosztuje droższej niż zakup nowego wozu.
Otóż
wszystko, co zostało powiedziane o poszczególnych częściach, z których składa
się cała dorożka, można w pełni odnieść do ogólnej organizacji zbiorczej
obecności człowieka.
Koniec cz.I




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz