poniedziałek, 8 lutego 2016

Zgodna z prawem różnorodność przejawów ludzkiej indywidualności cz.I

Tekst, który widzą Państwo poniżej to pierwsza część wykładu, jaki jest fragmentem znakomitej, choć niezmiernie trudnej książki G.I. Gurdżijewa pt. "Opowieści Belzebuba dla wnuka". Treść jest dość wymowna i wręcz obnażająca ludzką naturę z punktu widzenia m.in. psychologii. Z racji tego, iż tekst jest uderzający i daje niesamowite pole do popisu wszystkim badaczom świadomości, postanowiliśmy go opublikować na blogu CRH. Zachęcamy wszystkich do zapoznania się z całą lekturą, która niesie za sobą ogromną dawkę wiedzy. Warto wspomnieć, iż Martin Seymour-Smith umieścił książkę Gurdżijewa w spisie 100 najważniejszych książek świata.

INDYWIDUALNOŚĆ

 Jak wykazywały badania wielu autentycznych uczonych minionych epok,  a także dane, które udało się teraz zebrać dzięki poszukiwaniom prowadzonymi zupełnie wyjątkowymi metodami przez Instytut Harmonijnego Rozwoju Człowieka, pełna  indywidualność każdego człowieka-zgodnie z wyższymi prawami i odpowiednio do warunków towarzyszących procesowi ludzkiego życia, zarania ustalonych na Ziemi i stopniowo tam ugruntowanych-bez względu na to, jakiego dziedzictwa on sam jest rezultatem, a także na przypadkowe okoliczności, w których dany człowiek powstał i się rozwijał, musi się obowiązkowo-po to, by jego odpowiedzialne życie już od samego początku potoczyło się zgodnie z sensem i przeznaczeniem jego egzystencji jako człowieka, a nie tylko zwierzęcia- składać z czterech określonych odrębnych osobowości.  

   Pierwsza z tych czterech  samodzielnych osobowości to nic innego, jak całokształt automatycznego funkcjonowania właściwego człowiekowi oraz wszystkim zwierzętom i opartego na danych, które składają się, po pierwsze, z sumy rezultatów wcześniejszych wrażeń odebranych zarówno z całej otaczającej rzeczywistości , jak i ze wszystkiego, co zostało sztucznie i umyślnie wszczepione z zewnątrz, a po drugie, z rezultatów procesu, który jest typowy także dla każdego zwierzęcia i zwie się ,,świadomością” lub w najlepszym razie ,,myśleniem”.
   Druga z czterech osobowości, prawie zawsze funkcjonująca zupełnie niezależnie  od pierwszej, składa się z sumy rezultatów danych gromadzonych i utrwalonych w zbiorczej obecności człowieka, podobnie jak każdego zwierzęcia, dzięki jego sześciu narządom nazywanym ,, odbiornikami różno jakościowych wibracji”- narządom, które funkcjonują odpowiednio do nowo odebranych wrażeń i których czułość zależy od cech dziedzicznych oraz warunków, w jakich przebiegało kształtowanie  mające przygotować dane indywiduum do odpowiedzialnej egzystencji
   Trzecią samodzielną część całej istoty stanowi zarówno zasadnicze funkcjonowanie jej organizmu, jak i ,, zespół odruchowo motorycznych przejawów”, które oddziałują na siebie nawzajem w ramach tego funkcjonowania i których jakość także  zależy  od wspomnianych rezultatów dziedziczności oraz warunków, w jakich toczy się przygotowawcze kształtowanie danej istoty.
   A jeśli chodzi o czwartą osobowość, która również powinna być jedną z oddzielnych części całego indywiduum, to jest nią nic innego, jak przejawienie się ogółu rezultatów już zautomatyzowanego funkcjonowania tych wszystkich trzech wyliczonych osobowości, które oddzielenie się w nim uformowały i niezależnie wykształciły, czyli to, co w danej istocie nazywa się ,,Ja”.
   W zbiorczej obecności człowieka uduchowianie i przejawianie się każdej z tych trzech rzeczy wyliczonych, odrębnie uformowanych części jego całości odbywa się za pomocą trzech samodzielnych ,,środkociężkościowych lokalizacji” , czyli mózgów, z tym że każda taka środkociężkościowa lokalizacja wraz z całym jej układem może ogólnie przejawiać  się dzięki własnym, tylko jej przynależnym właściwościom i predyspozycjom, z czego wynika, że wszechstronne doskonalenie człowieka nieodzownie wymaga, by każda z tych trzech części otrzymała prawidłowe  i odpowiednie dla niej specjalne wychowanie, a nie takie szkolenie, jakim raczy się je dzisiaj i tak samo nazywa ,,wychowaniem”.
   Tylko wtedy ,,Ja”, które powinno istnieć w człowieku , może się stać jego własnym ,,Ja”.   
   Jak wykazały przytoczone wcześniej, rzetelnie prowadzone wieloletnie badania doświadczalne, a także po prostu zgodnie ze zdrową i bezstronną oceną , na jaką stać wszystkich współczesnych ludzi , zbiorcza obecność każdego człowieka – zwłaszcza takiego, który z tego czy innego powodu rości sobie pretensje do bycia nie jakimś zwykłym , przeciętnym człowiekiem , lecz, jak to się mówi ,, inteligentem” w prawdziwym tego słowa znaczeniu – nie tylko musi się składać ze wspomnianych czterech wyraźnie  określonych  i odrębnych osobowości , ale każda z tych osobowości powinna też być należycie rozwinięta ,tak by w czasie jego odpowiedzialnej egzystencji ogólne przejawy wszystkich odrębnych części harmonizowały  ze sobą.
Aby wszechstronnie i zrozumiale wyświetlić różnorodność źródeł powstania i niejednolitą jakość osobowości manifestujących się w ogólnej organizacji człowieka , a także ukazać różnicę  między ,,Ja” , które powinno istnieć w zbiorczej obecności ,,człowieka bez cudzysłowu” , to znaczy prawdziwego człowieka , a ,,fałszywym Ja” , które ludzie dzisiaj z nim mylą, możemy posłużyć się bardzo trafnym porównaniem .Wprawdzie współcześni spirytyści, okultyści, teozofowie i inni specjaliści od ,, łowienia ryb w mętnej wodzie” , jak to się mówi , ,,wyświechtali już do obrzydzenia” tę analogię w swoich bajdach o ,,mentalnych” , ,,astralnych” i jeszcze jakichś innych ,,ciałach” , które ponoć istnieją w człowieku , znakomicie jednak nadaje się ono do tego , by rozświetlić badaną teraz przez nas kwestię. 
   Człowiek jako całość ze wszystkimi jego skupiającymi się osobno i funkcjonującymi odrębnie lokalizacjami , czyli ze wszystkimi jego ukształtowanymi i samodzielnie wychowanymi ,, osobowościami” , przypomina niemal pod każdym względem zaprzęg służący do transportu pasażera i składający się z powozu , konia oraz woźnicy.
   Przede wszystkim trzeba zaznaczyć , że różnicę między prawdziwym człowiekiem , to znaczy takim , który własne ,,Ja”, a tym, który go nie ma, uwydatnia w naszym przykładzie pasażer zasiadający w powozie. W pierwszym przypadku tym pasażer jest sam właściciel zaprzęgu ,a w drugim – przypadkowy przechodzień ,który ,tak jak klienci dorożki , bez przerwy się zmienia.
   Ciało człowieka wraz ze wszystkimi swoimi odruchowo-motorycznymi przejawami można po prostu porównać do samego powozu ,całokształt funkcjonowania i przejawiania się człowieka odczuć – do konia ,który jest do tego powozu zaprzężony i go ciągnie ,z kolei woźnica zasiadający na koźle i powożący koniem jest w człowieku odpowiednikiem tego ,co ludzie nazywają świadomością lub myśleniem ,i wreszcie pasażer siedzący w powozie  i wydający woźnicy rozkazy reprezentuje to ,co nazywa się ,,Ja”.
  
Całe nieszczęście współczesnych ludzi w głównej mierze polega na tym ,że z powodu nienormalnych i ugruntowanych już metod wychowawczych,  stosowanych wszędzie wobec dorastającego pokolenia , ta czwarta osobowość, która powinna występować w każdym człowieku po osiągnięciu wieku odpowiedzialnego ,jest w ludziach całkowicie nieobecna i w praktyce wszyscy składają się tylko z trzech wymienionych części ,na dodatek formujących się samoczynnie i byle jak. Inaczej ,mówiąc , prawie każdy współczesny przypomina w odpowiedzialnym wieku ni mniej, ni więcej, tylko ,,dorożkę”, i to jeszcze w jakim stanie!- zdezelowany powóz, który dni świętości ma już za sobą, licha szkapa, a na koźle obdarty, zaspany, podpity woźnica ,który czas przeznaczony mu przez Matkę  Przyrodę na samodoskonalenie spędza pogrążony całkowicie w fantastycznych marzeniach ,czekając na rogu ulicy na jakiegoś przypadkowego pasażera. Pierwszy lepszy przechodzień pasażer najmuje go i rozporządza nim ,jak mu się podoba ,i to nie tylko nim ,lecz także wszystkimi częściami zaprzęgu ,które mu podlegają.
   Jeśli dalej rozwiniemy tę analogię między typowym człowiekiem współczesnym ,z jego myślami ,odczuciami i ciałem ,a dorożką ,z jej powozem , koniem i woźnicą ,to jasno zdamy sobie sprawę ,że w każdej części składowej obu tych całości musiały wykształcić się odrębnie ,jej tylko przynależne potrzeby ,przyzwyczajenia ,upodobania itd. ,a to dlatego ,że w każdej z tych części –zależnie od różnic w naturze ich powstania i warunków kształtowania się ,a także zgodnie z możliwościami ,jakimi zostały obdarzone –musiała wątpliwie uformować się jej własna psychika ,własne pojęcia ,własne subiektywne zasady ,własne poglądy itd.
   Całokształt przejawów ludzkiego myślenia wraz ze wszelkimi właściwościami, które tę funkcję charakteryzują , i ze wszystkimi jej osobliwościami niemal pod każdym względem ściśle opowiada esencji i przejawom typowego woźnicy.
   Nasz woźnica ,jak generalnie każdy najemny woźnica ,to typ ,,dryndziarza” , który nie jest zupełnym analfabetą ,ponieważ na skutek wydajnej w jego kraju ustawy o ,, wprowadzenie obowiązku powszechnej alfabetyzacji” musiał w dzieciństwie uczęszczać czasami do tak zwanej szkoły parafialnej.
   Chociaż samo pochodzi ze wsi  i pozostał takim samym ciemniakiem jak jego ziomkowie ,mając jednak okazje , dzięki swej profesji , ocierać się o ludzi  rożnego pokoju i z różnym wykształceniem ,zapożyczył od nich ,,piąte prze dziesiąte” rozmaite zwroty ,za którymi kryją się różne pojęcia ,więc teraz zaczął się już z wyższością i lekceważeniem odnosić do wszystkiego ,co wsiowe, nazywając to z oburzeniem ,,ciemnotą”.
   Krótko mówiąc ,to typ, do którego jak ulał pasuje określenie: ,,Odleciał od wron ,ale pawiem nigdy nie zostanie”.
    Uważa się nawet za osobę kompetentną w kwestiach religii , polityki i socjologii; lubi się kłócić z równymi sobie ,pouczać tych ,których uważa za gorszych ,a lepszym od siebie służalczo schlebia i ,jak to się mówi ,,liże im buty”.
   Jedną z jego głównych słabości jest bałamucenie kucharek i pokojówek z sąsiedztwa ,ale to, co lubi najbardziej , to najeść się do syta i wychylić kieliszek lub dwa ,a potem w pełni ukontentowany zapaść w półdrzemkę i marzyc.

   Żeby zaspokoić te słabości, kradnie bez przerwy część pieniędzy, które jego chlebodawca daje mu na zakup paszy dla konia.
   Nasz dryndziarz, jak każdy najemnik, pracuje jedynie, jak to się mówi, ,,poganiany batem”, a jeśli czasem zdarzy mu się coś zrobić bez przymusu, to tylko dlatego, że liczy na napiwek.
  Owo pragnienie otrzymania napiwku spowodowało, że stopniowo nabrał wprawy w wykrywaniu pewnych słabości u ludzi, z którymi ma do czynienia, a także w czerpaniu z tych słabości profitów dla siebie, i automatycznie nauczył się być przebiegły, schlebiać, podlizywać się, jednym słowem kłamać.
   Przy każdej nadarzającej się okazji i w każdej wolnej chwili wstępuje do knajpy czy baru, gdzie całymi godzinami marzy nad szklanką wina albo rozmawia z typem takim samym jak on, albo po prostu czyta gazetę.
   Stara się zaimponować swoim wyglądem, nosi brodę, a jeśli jest chudy, to wypycha odpowiednie miejsca pod ubraniem, żeby dodać sobie powagi.
   W naszym przykładzie całokształt przejawiania się w człowieku centrum czuciowego i cały system jego funkcjonowania idealnie odpowiada koniowi zaprzężonemu do dorożki.
   Warto nadmienić, że porównanie organizacji ludzkiego odczuwania do konia wyjątkowo dobrze unaoczni nam, jak bardzo nieprawidłowe i jednostronne jest wychowanie, które otrzymuje dzisiaj dorastające pokolenie.
   Koń, wskutek lekceważenia okazywanego mu od najmłodszych lat przez otoczenie, a także nieustannego osamotnienia, cały poniekąd zamknął się w sobie, to znaczy jego, jak to się mówi, ,,życie wewnętrzne” został zapędzony do środka i teraz potrafi się przejawiać na zewnątrz tylko siłą bezwładu.
   Z powodu nienormalnych warunków, w których dorastał, nigdy nie otrzymał żadnego specjalnego wychowania, a kształtował się wyłącznie pod wpływem ciągłej chłosty i steku wyzwisk.  
   Był zawsze trzymany na uwięzi i karmiono go czym popadnie, dając mu zamiast owsa i siana tylko słomę, która zupełnie się nie nadaje do zaspokojenia jego rzeczywistych potrzeb.
   Ponieważ nikt nigdy nie okazał mu choćby odrobiny miłości lub ciepła, teraz gotowy jest się oddać całym sobą każdemu, kto obdarzy go najmniejszą pieszczotą.
   Wszystko to spowodowało, że u takiego konia, pozbawionego jakichkolwiek zainteresowań i dążeń, wszelkie namiętności musiały niechybnie skoncentrować się na jedzeniu, piciu i automatycznym pociągu do płci przeciwnej, skutkiem czego niezmiennie kusi go, by iść tam, gdzie może otrzymać którąś z tych rzeczy. Na przykład jeśli widzi miejsce, w którym choć raz zaspokoił jedną z wymienionych potrzeb, to zawsze się rwie, żeby pognać w tę stronę.
   Należy jeszcze dodać, że woźnica, nawet przy bardzo słabym rozumienia swych obowiązków, przynajmniej potrafi choć  trochę logicznie myśleć i czasami w trosce o jutro podejmuje się – bez przymusu, a tylko ze strachu, że straci pracę, lub w nadziei na – nagrodę – zrobić coś dla swego pana. Ale koń z braku specjalnego i opowiadającego jego naturze wychowania nie otrzymał we właściwym czasie żadnych, które pozwoliłyby  mu na przejawienie takich dążeń, jakie powinny cechować odpowiedzialną egzystencję, nie rozumie więc – zresztą nie można oczekiwać, by rozumiał – dlaczego w ogóle musi cokolwiek robić i wobec tego odnosi się do swych obowiązków z całkowitą objętością, pracując tylko ze strachu, że znów oberwie cięgi.
   A co się tyczy bryczki lub powozu, który w naszej analogii odpowiada ciału oddzielonemu od innych niezależnie utworzonych części zbiorczej obecności człowieka, to jego sytuacja jest jeszcze gorsza.
   Ów wóz, jak zresztą wszystkie wozy, zbudowany jest z różnych materiałów i na dodatek ma bardzo skomplikowaną konstrukcję. Początkowo był przeznaczony – co jest oczywiste dla każdego zdrowo myślącego człowieka – do transportu rozmaitych ładunków, a nie do tego, do czego wykorzystują go ludzie współcześni, czyli tylko do przewozu pasażerów.
   Główną przyczyną rozmaitych powstałych wokół niego nieporozumień jest to, że miał służyć do jazdy po polnych drogach  i że pod tym kątem rzemieślnicy, którzy go zbudowali, odpowiednio dopasowali pewne wewnętrzne szczegóły jego konstrukcji.
   Na przykład mechanizm naoliwiania – będącego jedną z głównych potrzeb pojazdu  zbudowanego z różnorodnych materiałów – działa w taki sposób, że smar rozchodzi się po wszystkich  metalowych  częściach wskutek  wstrząsów, które są nieuniknione na tego rodzaju wyboistych drogach; teraz zaś ten wóz, przystosowany do jazdy po polnych drogach, stoi najczęściej w mieście na postoju dorożek, a nawet jeśli jedzie, to tylko po gładkich, wyasfaltowanych i pozbawionych wybojów ulicach.
    Ponieważ jazda po takiej nawierzchni nie powoduje żadnych wstrząsów, więc wszystkie części wozu przestały być jednolicie naoliwiane, skutkiem czego niektóre rdzewieją i przestają pełnić przeznaczone im funkcje.
   Na ogół każdy wóz jedzie lekko, kiedy jego ruchome części są należycie naoliwione. Jeżeli smaru jest za mało, części te się rozgrzewają i rozżarzone do czerwoności uszkadzają potem inne części; natomiast jeśli tego smaru jest w niektórych częściach zbyt dużo, to cierpi na tym ruch całego wozu i koniowi zarówno w tym, jak i w pierwszym przypadku jest coraz trudniej ciągnąc   ów wóz.
   Współczesny woźnica, nasz ,,dryndziarz”, nic o tym nie wie i w ogóle nie podejrzewa, że wóz trzeba równomiernie naoliwić, a nawet jeśli go nasmaruje, i tak zrobi to bez odpowiedniej wiedzy, stosując się bezkrytycznie do wskazówek pierwszej lepszej napotkanej osoby, tylko pod wpływem tego, co przypadkowo usłyszał.
   Oto dlaczego za każdym razem, gdy z jakiegoś powodu ten wóz, który teraz jest już w miarę przystosowany do jazdy po równych nawierzchniach, musi skręcić w polną drogę, coś mu się przytrafia: to poluzuje mu się nakrętka, to wykrzywi się schorzeń, to znów odpadnie jakaś cześć, i po takich przejściach rzadko kiedy obywa się bez mniej lub bardziej gruntownej naprawy. 
   Tak czy inaczej, używanie tego wozu do celów, jakim miał pierwotnie służyć, stało się dzisiaj bardzo ryzykowne. Przeprowadzając remont, trzeba będzie rozebrać cały wóz na części, potem każdą z nich sprawdzić i, jak to się robi w takich przypadkach, przetrzeć naftą, a następnie te wyczyszczone części z powrotem poukładać; często się wtedy okazuje, że którąś cześć należy od razu wymienić, i jeszcze pół biedy, jeśli jest to jakaś niedroga cześć, bo zdarza się też, że taka naprawa kosztuje droższej niż zakup nowego wozu.
   Otóż wszystko, co zostało powiedziane o poszczególnych częściach, z których składa się cała dorożka, można w pełni odnieść do ogólnej organizacji zbiorczej obecności człowieka. 

Koniec cz.I

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz