Odczytując tekst, musimy odrzucić katolickie pojmowanie Jezusa Chrystusa co podkreślają nie tylko same teksty gnostyczne, ale także i ich wrogowie, czyli pierwsi Ojcowie Kościoła.
Jezus, jako człowiek, człowiek materialny walczący ze swoją ułomnością -w rozumieniu Gnozy -, walczący ze wszelkimi przywarami jakimi obarczona jest istota niewiedząca, określana w tekstach ślepcem, więźniem, niewolnikiem lub pijakiem, wchodzi na ścieżkę samopoznania, budując w sobie duszę poprzez Gnozę i tym samym nieustanną walkę wewnętrzną. Prowadzi siebie przez krętą i jakże wyboistą oraz pełną niebezpieczeństw drogę ku oświeceniu i boskości „człowieka wewnętrznego”, który ma za zadanie stać się Chrystusem, czyli Mesjaszem, w wolnym tłumaczeniu Pomazańcem lub Namaszczonym.
Rola ta bezsprzecznie nadaje mu symbolu walki o zbawienie, a więc i stara się być przyrównanym do Boga, a w konsekwencji i stać się nim samym.
Pisma gnostyczne bardzo wiele mówią na ten temat. Soteriologia, szeroko opisywana w najróżniejszych tekstach gnostycznych, jest czasem wielobarwna i mniej lub bardziej metaforyczna, jednakże zawsze dążąca do wyciągnięcia tych samych wniosków. Poniższe przykłady ilustrują wezwanie wewnętrzne do kroczenia drogą ku samo zbawieniu.
„Również on sam (Chrystus), Syn, ustanowiony siedzibą zbawienia wszechrzeczy, także potrzebował zbawienia, gdy stał się był człowiekiem…” (2)
„Chcę, by mnie ocalono, i chcę ocalać. Amen. Chcę by mnie zbawiono, i chcę zbawiać. Amen.” (3)
Także pierwsi Ojcowie Kościoła jak na przykład Klemens Aleksandryjski, wspomina w swym dziele:
„Jak powiada Teodot, także Jezus potrzebował zabawienia, aby, naprowadzony przez mądrość (Sofia), nie został powstrzymany od wejrzenia (ennoia) w brak.” (4)
Podobnie opowiada Ireneusz z Lyonu wypowiadający się na temat Walentynian, czyli jednej z gmin gnostyckich:
„Ponieważ bowiem >brak< i >namiętność< powstały skutkiem >niewiedzy<, przeto dzięki Gnozie ulega likwidacji cały ten stan, który swą przyczynę ma w >niewiedzy<. Stąd Gnoza jest zbawieniem >człowieka wewnętrznego<. Ono (zbawienie) nie jest cielesne, albowiem ciało przemija, ani psychiczne (związane z duszą), albowiem także dusza powstaje z >braku< i jest tylko niczym łupina ducha; zbawienie musi być zatem duchowej natury. Dzięki Gnozie tedy doznaje zbawienia wewnętrzny, duchowy >człowiek<. Dlatego wystarcza im poznanie całości (tzn. wszechrzeczy), ono zaś jest prawdziwym zbawieniem” (5)
Ewangelia prawdy dopowiada nam w jednym ze swych fragmentów:
„Ponieważ niedostatek (brak) powstał, gdyż one (siły) nie poznały Ojca, przeto niedostatku nie będzie już od chwili, gdy poznają Ojca. Tak jak niewiedza danego człowieka sama z siebie ulega likwidacji, gdy osiąga on poznanie (gnosis), tak jak ciemność ulega likwidacji, gdy pojawia się światło, tak i niedostatek ulegnie likwidacji w chwili spełnienia. Od tego momentu zewnętrzna postać nie będzie już widoczna, lecz ulegnie likwidacji, wchodząc w połączenie z jednością… w czasie, w którym jedność spełni przestrzenie (eony). Każdy poszczególny człowiek odbierze siebie z jedności. Z wielości rodzajów zjednoczy się on z innymi w jedność dzięki poznaniu (gnosis), niczym ogień pochłaniając materię w sobie, ciemność zaś dzięki światłu, a śmierć dzięki życiu”(6)
Na drodze gnostyka goszczą archonci, czyli istoty o wielorakim znaczeniu, zróżnicowanej hierarchii, wielopoziomowym zabarwieniu, ale zawsze skierowani przeciw człowiekowi wewnętrznemu i jego wysiłkom do poznania siebie.
Czym jest poznawanie siebie, jeśli nie walką z pewnymi grupami archontów, czyli ze swoją codziennością, swoją rutyną, które wypełnione są różną skalą tego co byśmy dziś nazwali negatywnymi uczynkami lub myślami, przede wszystkim do innych ludzi, ale na pewno też i skierowanymi (choć skrycie) w stosunku do nas samych (mikrokosmos w makroświecie…).
Nasza wielobarwna osobowość budowana od dzieciństwa, na którą składają się wszelkie wpływy osób, których spotykamy na swej drodze, wyznacza nam nasz sposób postępowania i determinuje obraz postaci jaką jesteśmy w społeczeństwie. Nasze wnioski, analizy i ocenianie innych na podstawie własnych skłonności i charakteru, który nazywamy osobowością, są tak naprawdę podyktowane owymi wpływami naszego otoczenia i to w sferze kontaktów międzyludzkich jak i oddziaływania natury na nas samych, choć i to w pewnej mierze podyktowane jest wpływem planet i najbliższego nam kosmosu. Czyli jak powiedziałby gnostyk, archontami wyższego rzędu (należy pamiętać, że gnostycyzm jako ogół, przesiąknięty jest astrologią, wyklętą dopiero w dziejach nowożytnych, a wyśmiewaną w czasach nam obecnych).
Właśnie z tym wszystkim przychodzi się zmierzyć człowiekowi poszukującemu, i z tym samym przyszło walczyć Jezusowi.
Jedną z walk, które należy stoczyć już na początku, jest walka z własnym wpływem emocji na nas samych. Nie chodzi tu o zdławienie negatywnych przejawów emocjonalnych, ale o obudzenie w sobie czynnika obserwującego nasze postępowanie w każdej sekundzie życia. Człowiek wewnętrzny budzi się, przygląda, dokonuje notatek z obserwacji, a następnie zaczyna szykować się do walki z wewnętrznym wrogiem, który dla osoby nieobudzonej, czyli tej, która nie poszukuje poznania siebie, jest częścią bycia osadzonym w codzienności.
„Wciąż jeszcze śpicie, gdy oddajecie się marzeniom. Przebudźcie się, nawróćcie, kosztujcie i jedzcie prawdziwą strawę! Dzielcie się słowem i wodą życia! Odstąpcie od złych rządz i pragnień, id (spraw) niepodobnych (do was)…!” (7)
List do Efezjan wzywa:
„Zbudź się o śpiący, i powstań z martwych, a zajaśnieje Ci Chrystus.” (8)
Corpus Hermeticum dość dosadnie ukazuje istotę ludzką uwikłaną w codzienność:
„Pijacy! Dokąd podążacie chwiejnym krokiem? Przesiąkliście winem ignorancji do tego stopnia, że nie jesteście go w stanie utrzymać w sobie i nim wymiotujecie! Pohamujcie się! Wytrzeźwiejcie! Zwróćcie [prawdziwe] oczy waszych serc ku górze! A jeśli nie wszyscy z was, to przynajmniej ci, którzy są w stanie! Albowiem choroba ignorancji rozprzestrzenia się po całej ziemi i obezwładnia przygwożdżoną ciałem duszę , uniemożliwiając jej na wpłynięcie do portu Zbawienia.
2. Nie dajcie się zatem ponieść gwałtownej powodzi, lecz trzymajcie się przybrzeżnego prądu 1 i - jeśli jesteście w stanie - kierujcie się ku portowi Zbawienia, a zacumowawszy tam, szukajcie tego, który poprowadzi was za rękę ku bramom Gnozy. Tam oto płonie czyste Światło, wolne od ciemności; tam oto ani jedna dusza nie jest pijana lecz wszyscy są trzeźwi i patrzą oczyma swych serc na Tego, który pragnie być widzianym. Żadne ucho go nie słyszy, żadne oko nie może go zobaczyć, ani język nie może o Nim mówić, [tylko] umysł i serce. Lecz wpierw musisz uwolnić się od płaszcza, który nosisz - sieci ignorancji, podłoża zła, łańcucha korupcji, pancerza ciemności, żywej śmierci, zwłok czucia, grobowca, którego ze sobą nosisz, złodzieja w twym domu, który nienawidzi cię przez rzeczy, które kocha i pragnie twego cierpienia przez rzeczy, których nienawidzi.
3. Taki właśnie jest płaszcz, który nosisz: ogranicza Cię [i więzi Cię ], abyś nie mógł spojrzeć w górę i ujrzeć Piękna Prawdy i Dobra, które tam zamieszkuje, abyś nie mógł znienawidzić zła <płaszcza> ani odkryć spisku, który uknuł on przeciwko tobie, pozbawiając cię zmysłów. Albowiem zaćmił je on masą materii i nafaszerował je odrażającym pożądaniem, abyś nie mógł usłyszeć rzeczy, które powinieneś słyszeć ani ujrzeć rzeczy, które powinieneś widzieć.” (9)
Obudzony, przygotowuje się do potyczki, a nawet do szeregu pojedynków, pamiętając jednocześnie siebie samego tym samym posiadając już wiedzę jak walczyć i czym wojować (gnosis). Nieodzownym staje się rekonesans w bazie wroga. Herkules wykonując swą pierwszą pracę, walczył z lwem, innymi słowy człowiek wewnętrzny, obudzony, staje gotowy do walki pełen siły niczym Herkules. Odsłania przed samym sobą swoją osobowości, jaką są wszelkie rozpoznane już przejawy emocji.
Podobnie Samson walcząc z lwem nie używa broni, walczy całym sobą, pokazując tym samym, że siła tkwi w nim i w jego woli walki, a walcząc gołymi rękami staje się równy lwu, który co oczywiste nie używa broni do stoczenia boju.
Dwa powyższe przykłady ukazują nam wolę, chęć i umiejętność walki z wewnętrznym przejawem, jakim są emocje wszelkiego typu. Znamiennym jest, aby pokonując je w sobie, sprawić by stały się podległe, a lew, który je reprezentował, już nigdy nie był w stanie pojawić się na naszej drodze (Samson) lub w jaskini, która symbolizuje nasze wnętrze (Daniel).
Będąc w paszczy lwa rozpoczynamy bitwę z nim samym i z kolejnymi wrogami, jakimi jest nasza osobowość złożona z ocen, wpływów, schematów, uprzedzeń, rządz, namiętnośći, itp. Każdy z tych przejawów charakteryzuje sam w sobie kolejne rozgałęzienia, z którymi musimy walczyć, jak gdybyśmy sami ruszali na wojnę z legionem wrogich nam ludzi. To z tym wojskiem musimy się liczyć, by wygrać, ale by stanąć do wojny musimy być przygotowani i mieć zwiad wykonany u naszych wrogów.
„I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział Mu: Na imię mi "Legion", bo nas jest wielu.”(10)
Tocząc bitwę, uczymy nasze ciało reagować na nowo na świat, w którym egzystujemy. Tocząc wojnę, wiemy już z jakimi wrogimi siłami przyjdzie nam się zmierzyć, i co istotne, potrafimy z nimi walczyć, bo poznaliśmy siebie. O wygranych bitwach i wojnach, możemy mówić, kiedy nasz człowiek wewnętrzny staje się Chrystusem. Pomazańcem, który kontroluje swoje przejawy osobowościowe, ponieważ są one mu sługami, a nie panami i królami.
Zanim jednak dojdzie do wygranej na każdym froncie, wygrywamy z legionami na różnych polach bitewnych, gdzie wróg okazał się słabszy od naszej chęci stania się człowiekiem równym Bogu. Wygrywamy w pojedynku z naszą osobowością emocjonalną, jednakże wojna nie jest zakończona i czekają na nas bitwy z każdym innym przejawem naszego Ego.
I właśnie to odczytujemy w kolejnych wersetach omawianego fragmentu.
Gnoza mówi jasno: aby się narodzić, trzeba umrzeć, aby umrzeć trzeba się obudzić, a by się obudzić, trzeba wytrzeźwieć.
Odczytując enigmatyczne przesłanie widzimy jak trzeźwiejemy dotykając tematu poznania siebie, wówczas rozpoczynamy się budzić ze snu, w którym egzystujemy, dostatecznie obudzeni, umieramy dla tego świata i jego przejawów społecznych, które nie mają już na nas wpływu, właśnie wtedy rodzimy się jako nowa jakość, nowy człowiek, który potrafi żyć w tym samym społeczeństwie, ale już jako zupełnie inna istota.
Czytając nasz fragment widać jak walcząc z emocjami wygrywamy na każdym polu umierając dla tego świata, którego emanacje, tj. przywary sądzą, że nas zabiły, a my cierpimy dając pohańbić siebie samego poprzez kolejne aspekty osobowości. To właśnie owa osobowość, te miliony w jedności, one są naszymi katami, naszymi rzymskimi legionistami przybijającymi nas do drewna naszej materialnej emanacji; to te miliony, z którym walczymy są uczonymi w piśmie Żydami, czyli inteligencją bazującą na bogato strojonych przekonaniach innych ludzi; to właśnie oni próbują zabić człowieka wewnętrznego i gdy myślą, że im się to udaje, odkrywają, że dominują tylko nad tym co materialne, podczas gdy wewnętrzny Chrystus istota na wskroś duchowa, już narodziła się na nowo, tj. dostąpiła zbawienia.
Tym właśnie jest Szymon, jest sobowtórem Jezusa. Jest tym co materialnie, czyli fizycznie można nazwać Jezusem.
Ale dlaczego właśnie imię Szymon? Staje się to jasne gdy przetłumaczymy z hebrajskiego znaczenie tego imienia oznaczające „Jahwe wysłuchał”. Aby móc dalej zrozumieć jakie jest powiązanie pomiędzy znaczeniem „Jahwe wysłuchał”, a tezą jaką stawiam w odniesieniu do gnostycznego punktu widzenia dwóch postaci w jednej, czyli Jezusa w Szymonie i na odwrót, musimy sięgnąć po inny starożytny tekst gnostycki pod tytułem „Apokryf Jana” będący pierwszym tekstem II kodeksu biblioteki z Nag Hammadi i podobnie jak "Druga nauka (logos) Wielkiego Seta" jest dziełem w pełni soteriologicznym. Fragment, który nas interesuje, opowiada o archoncie wysokiego rzędu, którego możemy przyrównać do demiurga. Dokonując gwałtu na żeńskim pierwiastku natury, płodzi z nią istotę materialną zbudowaną z dwóch równych sobie, ale zarazem oddzielnych mocy, które odpowiadają za budowę materii i tym samym fizyczności człowieka. Mają one nadane imiona i pod swą władzą posiadają cztery żywioły, które po połączeniu zyskują kolejne imiona.
Przejdźmy do samego fragmentu, który jak sądzę, okaże się dużym zaskoczeniem dla wielu czytelników, ale który zarazem nada ciekawy ciąg myślowy odnośnie odczytywania Starego testamentu.
„ (…) Pierwszy archont splamił ją i spłodził z nią dwu synów, pierwszego i drugiego, Elohim i Jahweh. Elohim miał twarz niedźwiedzia, zaś Jahweh twarz kota. Jeden był sprawiedliwy, drugi zaś niesprawiedliwy (według dłuższej wersji Apokryfu Jana z IV kodeksu biblioteki z Nag Hammadi Jahweh był sprawiedliwy, zaś Elohim niesprawiedliwy. – przypis Ł.S.). Ustanowił Jahweh nad ogniem i wiatrem, zaś Elohim ustanowił nad wodą i ziemią. I nazwał ich imionami Kain i Abel, widząc (w tym) swą przebiegłość. Pierwszy archont aż do dzisiejszego dnia podtrzymywał to współżycie i zasiał pożądanie płodzenia w tej, która należy do Adama. I stworzył przez współżycie obrazy ciała i prowadził ją przez swego nieprzyjaznego ducha. Ustanowił (także) obydwu archontów (Jahweh i Elohim), nad mocami, aby panowali nad otchłanią.” (11)
Jahweh jest więc po części starotestamentowym Ablem, który składa ofiarę całopalną ze zwierząt, jak podaje Pięcioksiąg - ta informacja jeszcze nam się przyda.
Jahweh o kocim obliczu (inne tłumaczenie apokryfu), trzyma pieczę nad żywiołami ognia i wiatru, będąc jednocześnie odbieranym jako ten, który jest sprawiedliwy z dwojga braci.
Na początek raz jeszcze przeanalizujmy opisy lwa zamieszczone powyżej. Charakterystycznym staje się, że lew jest:
dziki, mądry, odważny, kojarzony ze światłem, jest pozytywnym i negatywnym symbolem, jest królem zwierząt, żywiołem lwa wg Astrologii jest ogień, średniowieczni autorzy wspominają o tchnieniu życia z którym jest kojarzony. Powyższe opisy odnoszą się do symbolu lwa, który możemy już teraz powiązać z archontem o nazwie Jahweh, który jak wskazuje powyższy fragment, jest w wielu aspektach współmierny do gnostycznego wizerunku lwa.
Jednakże nie można zapomnieć, że dwóch synów pierwszego archonta to też i jedna istota budująca materię człowieka, która wedle podań i wierzeń wielu kultur naszego globu stworzona jest z połączenia czterech żywiołów: ognia, wiatru, wody i ziemi. Idąc dalej tym tokiem myślenia, wyłania nam się symbolika lwa w kolejnych przykładach przytoczonych w powyższych opisach, mianowicie:
„W Egipcie lew miał opiekować się Nilem, gdyż w gwiazdozbiór Lwa wchodziło Słońce podczas wylewów. Zwierzę to utożsamiane było z deszczem, stąd częste jego przedstawienia na fontannach (m.in. w pierwszej Świątyni Jerozolimskiej, na Dziedzińcu Lwów w Alhambrze), a także na naczyniach związanych z wodą (greckich wazach i zegarach wodnych).” wikipedia.pl
Popatrzmy teraz na wizerunek Abla. Jako pasterz, posiadający gromady zwierząt pod sobą, składa ich potomstwo w ofierze całopalnej. Spróbujmy odnaleźć koneksje pomiędzy Ablem i jego ofiarą, a Jahweh i symbolem lwa:
Ogień spala zwierzęta na ołtarzu, innymi słowy lew pożera istoty zodiakalne oraz inne zwierzęce symbole Ego, które jako archonci wyższego rzędu (jak interpretują ich gnostyccy autorzy) oddziałują jako pokarm i ofiara na samego drapieżnika, ten będąc symbolem emocjonalnej natury osobowości staje się dziki, nieokiełznany, nieprzewidywalny, a przede wszystkim automatycznie kierujący śpiącym człowiekiem, dając mu pożywkę do życia emocjami negatywnymi jak i pozytywnymi. Ten fraktal symboliczny staje się sensowny, jeśli odczytując pisma gnostyczne będziemy pamiętać o wielowymiarowości w jedności każdego z tekstów. Dotyczy to także odczytywania mitów oraz świętych pism wszystkich religii – to tak na marginesie.
„Jahwe wysłuchał” - taki przekład z hebrajskiego ma imię Szymon, który jak pamiętamy niósł krzyż, założył koronę cierniową i został przybity do drewna.
Wszystko co fizyczne, odbiegające od poznania siebie; wszystko co chce byśmy byli pełni niekontrolowanych i automatycznych emocji, czasem skrajnych, a czasem postrzeganych przez nas jako normalne, życiowe i pozytywne, okazują się wraz z wychodzeniem ze stanu snu, tym co skłania nas ku tej rzeczywistości i materialnemu byciu oraz postrzeganiu świata; wszystko to ma na celu pozostanie upitym fizycznym otoczeniem pozostając w tym transie przez całe nasze życie.
Szymon to fizyczne i materialne odbicie Jezusa. To istota należąca do tego świata, i wysłuchana przez Jahweh. Szymon to ten, który przybijany jest codziennie przez swych katów do drewna materializmu, ku uciesze legionistów i uczonych w piśmie.
Natomiast ten, który opowiada ów fragment, to człowiek wewnętrzny, który uwolnił się od zastępów archontów i krzyża materializmu (jak się okazuje, symbol krzyża w różnej postaci, tak często spotykany w różnych, nierzadko starszych kulturach aniżeli chrześcijaństwo, także ma swój wielopoziomowy wydźwięk m.in. astrologiczny i gnostyczny – ale o tym innym razem postaram się opowiedzieć). Człowiek wewnętrzny, Chrystus, Pomazaniec, Namaszczony – to ten, któremu godność przyrównana jest do Boga, ponieważ według nauczania gnostyków, człowiek, który zmartwychwstał, czyli ożył umierając dla tego świata, oddał rozbudzoną cząstkę siebie najwyższemu Bogu, stając się tym samym jego częścią.
Z historycznego punktu widzenia, prorocy, którzy osiągnęli boski stan, mówili o sobie, jako o bogach, a przez swych uczniów zawsze odbierani byli (i słusznie) jako bogowie.
Powyższa rozprawa podzielona pomiędzy filozoficzne a psychologiczne pojmowanie natury człowieka, jest odpowiedzią na pytanie czym jest fragment apokryfu i nauczanie Bazylidesa. Dlaczego tak, odczytałem ów fragment, i co więcej, uważam nieskromnie swoje wnioski za trafne? Odpowiedź jest prosta: po pierwsze Bazylides reprezentował jedną ze szkół gnostycznych, a więc i pojmowanie jego nauczania może osadzać się tylko w gnostycznym i tym samym metaforycznym odniesieniu do jego wypowiedzi; po drugie, fragment tekstu z opracowania pt „Druga nauka (logos) Wielkiego Seta” jest utworem czysto gnostycznym, a jego prawdopodobny autor należał do gnostycznej szkoły Setian, więc podobnie jak w przypadku Bazylidesa, tekst należy odczytywać zgodnie z głównymi założeniami gnostycyzmu i tym samym samej Gnozy wczesnochrześcijańskiej. Aby rozpatrywać informacje na tematy powyżej poruszane, należy także pamiętać, że sam przejaw gnostycyzmu jest zakorzeniony w każdej religii i każdym micie. Szkoły Bazylidian i Setian powstały w rejonie Morza Śródziemnego, dlatego odczytując nauki tych dwóch szkół, należy brać pod uwagę wpływy wszystkich wierzeń, religii, mitów, nauczań i podań z tego regionu, które budowały tożsamość Gnozy w tamtych czasach. Tym kierunkiem i ja podążałem szukając odpowiedzi na postawione na początku tegoż opracowania pytania.
Łukasz Sołtysiak
Koniec cz. II - ostatniej
Przypisy:
(2)
Kodeks I Biblioteki Nag Hamadii, tekst V „Traktat
Trójdzielny ( Tractatus Tripartitus)”
(3)
Dzieje Jana
(4)
Klemens Aleksandryjski „Ex Theodoto”
(5)
Ireneusz z Lyonu „Przeciw heretykom”
(6)
Kodeks I Biblioteki Nag Hamadii, tekst III „Ewangelia
Prawdy”
(7)
Kodeks IV Biblioteki Nag Hamadii, tekst IV „Myśl
naszej wielkiej mocy”
(8)
Biblia Tysiąclecia „List do Efezjan (5,14)”
(9)
Corpus Hermeticum traktat VII „Nieznajomość Boga
Największą Chorobą Ludzkości”
(10) Biblia Tysiąclecia, Ewangelia Marka (5,9)
(11) Kodeks II Biblioteki Nag Hamadii, tekst I „Apokryf Jana”



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz