wtorek, 19 stycznia 2016

Pojmowanie i promowanie reinkarnacji przez dzisiejsze ruchy ezoteryczne.



Symbol Towarzystwa Teozoficznego
Aby móc wytłumaczyć czym jest i czym nie jest reinkarnacja, należy sięgnąć przede wszystkim do źródeł historycznych, które jasno i klarownie pokazują gdzie został popełniony błąd w interpretacji. Błąd, niezauważany już dziś przez badaczy fenomenu metempsychozy (inna nazwa reinkarnacji), a wręcz przeciwnie ukazywany przez wiele osób i grup (nie tylko wyznaniowych), jako fundament poznania terminologii, historii oraz pierwszych solidnych wzmianek na ten temat. Przechodząc do sedna początku problemu interpretacyjnego z przeszłości,  musimy zwrócić uwagę na pewne stowarzyszenie, które bardzo wiele wprowadziło nieporozumień w rozumieniu ezoterycznych przesłań takich wielkich religii, jak Hinduizm czy Buddyzm, tym samym znacznie upraszczając całą koncepcję. Stowarzyszenie o jakim mowa to tzw. TOWARZYSTWO TEOZOFICZNE utworzone przez Helenę Bławatską

O samej wymienionej tu pani nie będę się rozpisywał, a po bardziej szczegółowe doniesienia na jej temat odsyłam zainteresowanych na strony internetowe. W kwestii reinkarnacji pani Bławatska głosiła co następuje:
-Każdy człowiek posiada od urodzenia subtelne ciała fizyczne o gęstościach co raz mniej rozrzedzonych (ciało fizyczne, ciało astralne, ciało mentalne).
-Ciała te to portale w jakie obleka się tzw. „Wewnętrzny myśliciel” – co w najprostszym rozumieniu można przyrównać do duszy doktryny katolickiej (czyli jest coś, co nie wiemy czym jest, ale sądzimy, że jest(!))
-Dusza używa swych portali jako narzędzia do samodoskonalenia, co trwa setki różnych wcieleń. Zwieńczeniem trudów kolejnych po sobie następujących żywotów, jest  stan buddyczny tejże duszy i możliwość pozostania na Ziemi, jako jeden z nauczycieli ludzkości lub zespolenia się z Absolutem, co możemy nazwać umownie bogiem.
-Ważnym punktem doktryny, jest przechodzenie Wewnętrznego myśliciela (duszy) przez różne stadia organizmów żywych naszej flory i fauny, począwszy od roślin, poprzez zwierzęta, kończąc na istocie ludzkiej.
Helena Bławatska
Hipotezy p. Bławatskiej, to ni mniej ni więcej jak jej własna interpretacja przeczytanych ksiąg przytoczonych powyżej grup wyznaniowych, rozmowy z braminami oraz mnichami buddyjskimi, a także fascynacja neoplatonizmem. Pokłon i słowa uznania należą się jej za podążanie za wiedzą, a także próby przez nią podejmowane w poszukiwaniach odpowiedzi na fundamentalne pytania ludzkości – niestety, tylko za to…
Wielu osobom, na przełomie wieków, przychodziły do głowy najróżniejsze i niczym  niepoparte wnioski na temat bytu ludzkiego. Cywilizacja naszego gatunku zrodziła Kartezjusza, Marksa, Hitlera, Chomeiniego i wielu innych propagatorów swoich teorii filozoficznych, które ciągły za sobą miliony zafascynowanych istnień. Konsekwencje znamy wszyscy. Podobnie było z myślą i nurtem założycielki Towarzystwa Teozoficznego. Ukazanie się dzieł, spod pióra w/w pani, było „wybuchem bomby” w dobie życia mieszczaństwa przełomu XIX i XX wieku n.e. Przypomnijmy sobie, iż ów okres zapisał się m.in. jako ten, na który  przypada największa fascynacja spirytyzmem, parapsychologią i wszelkimi objawami tego co nieznane w dziejach nowożytnych. Pani Bławatska doskonale zdawała sobie z tego sprawę, a informacje jakie posiadła kanałami, o których wspomniałem powyżej, zszyła grubymi nićmi niedomówień i nadinterpretacji, a następnie wrzuciła do worka swych opracowań pisarskich i zakładanego właśnie wtedy stowarzyszenia. Dalej już wszystko potoczyło się z przysłowiowej „górki”, a stowarzyszenie stało się nadrzędnym w propagowaniu tematyki z pogranicza nauki i religii. Kolejni filozofowie, kolejni znawcy religii, kolejni spirytyści, zaczęli przyłączać się do organizacji i dorzucać swoje własne wnioski, które zwieńczyły dzieło o nazwie Towarzystwo Teozoficzne ze swą młodą doktryną na czele. W sumie, nie byłoby niczego złego w takim postępowaniu, gdyby nie fakt, że wszyscy ci ludzie głosili zupełnie odmienne od siebie stanowiska w kwestii chociażby omawianej reinkarnacji (o której było wówczas wiadomo tyle ile można było przeczytać w książkach podróżniczych „wuja Janka czy innego Kazia” ewentualnie w opracowaniach Orfików, Neoplatończyków, Lessinga, Herdera, Schopenhauera i wielu, wielu innych)  jednakże każdy z nich chciał być jak najbliżej prestiżowego wówczas stowarzyszenia, a oliwy do ognia dodawał fakt o jakim wspomniałem powyżej, a jaki odnosi się do specyficznego okresu nacechowanego podążaniem za wszystkim co nieznane. Osobistości z najróżniejszych dziedzin życia społecznego i kulturowego, starały się nie odrywać od swych idei i poszukiwań będąc już wtedy członkami organizacji, ale chęć zdobycia sławy za pośrednictwem Towarzystwa Teozoficznego była tak silna, że z czasem dopasowywali swoje hipotezy i wnioski do mitów cięgle jeszcze wtedy budowanych w doktrynie stowarzyszenia. Przekrój osobowości i ich poziom wykształcenia często pozostawiał wiele do życzenia, czego konsekwencją było upraszczanie idei zarówno tych wydedukowanych w samym stowarzyszeniu, jak i tych najważniejszych, czyli z tradycjami zapisanych w starożytnych tekstach buddyzmu i hinduizmu. Komentarze teologów do świętych pism tych dwóch wielkich religii były zupełnie lub częściowo ignorowane tylko po to, aby doktrynę dopasować do ideologii teozofików, a także zredukować z koncepcji trudno wytłumaczalnych dla laików, tworząc w ten sposób tezy oderwane od tego co oferowała gnoza religii w swych oryginalnych przesłaniach.
Cały ten miszmasz uciszyła wojna światowa. Jednakże z czasem na arenie świata pojawił się ruch o nazwie NEW AGE w „zróżnicowanych odcieniach”, przyciągający do siebie bardzo wielu młodych osób szukających (podobnie jak Bławatska) odpowiedzi w co i dlaczego wierzyć. W tym młodym jeszcze przejawie cywilizacyjnym, znalazła się także duża liczba studentów nauk humanistycznych, ale i nie tylko takich (na marginesie, dzieje się to w dalszym ciągu). Studenci, z czasem stali się naukowcami większego lub mniejszego formatu; niektórzy z nich nie zapomnieli o swym uwielbieniu do NEW AGE, które przecież zrodziło się na łonie podobnych im ludzi, i co  niezmiernie istotne – dało szybką i łatwo osiągalną sławę wraz z wszelkimi idącymi za tym profitami…
Kreatorzy dzisiejszych hipotez o reinkarnacji szli, rzecz jasna, po jak najmniejszej linii oporu i brali garściami z filozofii teozoficznej dokładając do niej urywkowo przeczytane artykuły i książki kolegów takich samych jak oni, a co bystrzejsi sięgali po fragmenty wyrwane w zupełności z kontekstu pism wielu różnych religii, ukazując tym samym prawość „swoich” już nie hipotez, a wręcz teorii…
Dziś niewygodnie mówić o takim procederze; dziś lepiej i wciąż łatwiej budować swoje wnioski na podstawie książki „fachowca” , najlepiej z doktorskim lub profesorskim tytułem.
Niestety, fakty historyczne mówią same za siebie..
Powróćmy do doktryny metempsychozy w interpretacji p. Bławatskiej i spróbujmy ją skonfrontować, z tym co o fenomenie duszy, świadomości i świata duchowego mówią religie, a konkretnie za przykład weźmiemy Hinduizm, z którego powyższa Pani wraz z towarzystwem, zaczerpnęła garściami „tajemną wiedzę”…
Każda z religii, wyznań, kultów i kultur, mówi o reinkarnacji. Odnajdziemy ją także w chrześcijaństwie, mimo to, iż jego największy odłam czyli Kościół Rzymsko-Katolicki, oficjalnie odcina się od idei transmigracji (kolejna nazwa reinkarnacji; na marginesie dodam, iż tak to już jest z naszym gatunkiem, że im mniej coś rozumiemy, tym bardziej złożone i liczne nazwy temu nadajemy – ot taka refleksja…), to jest ona żywa i istotna jako element wiedzy także i tej religii, ale o tym innym razem.
Przejdźmy do meritum.
W kwestii wędrówki dusz najwięcej opowiada nam Hinduizm. W Puranach (czyli zbiorze tekstów w większości uznanych za objawione, które w wolnym tłumaczeniu oznaczają starożytną przypowieść) przytoczona jest symbolika dotycząca tzw. Sankhji. Purany są dziełem opowiadanym przez dwóch narratorów: sute (barda) Lomaharszana lub jego syna Ugraśrawasa. Mamy tu do czynienia z ojcem i synem, co także nie pozostaje bez znaczenia. Kanon dzieli się na 3 grupy z 18 tekstami łącznie, gdzie każdy z nich jest odrębny od pozostałych. Znamiennym faktem jest, iż owe 3 grupy to hołd składany Wielkiej Trójce Hinduizmu: Wisznu, Brahmie i Śiwie.
Grupy te, jako układ i zarazem doktryna filozoficzna noszą nazwę, jak już wspomniałem: Sankhji. O czym mówi ów nurt filozoficzny? W dużym uproszczeniu, można powiedzieć, iż jednym z wielowątkowego aspektu jest temat odnoszący się do budowy i kreacji człowieka; w tym liście właśnie ów budową zajmę się jako skrótowym opisem tego czym jest i być powinna istota ludzka wedle tegoż przekazu. Jak można będzie wywnioskować, dane z tekstu liczącego przynajmniej kilka tysięcy lat, brzmią w swym tonie znacznie inaczej i wymowniej, aniżeli cała orkiestra dzisiejszych badaczy (przygotowująca się dopiero do czytania nut o reinkarnacji J) metempsychozy.
Przejdźmy do ogólnego tłumaczenia zasady Sankhji:
Istnieją dwie główne, odwieczne i niezmienne zasady, a każda z nich ma swoje indywidualne cechy:
-Prakryti (niepoznającej, aktywnej, pojedynczej i złożonej )
-Purusza (poznającej, nieaktywnej, mnogiej i prostej)
Co znamienne, obie choć różne, to uzupełniające się nawzajem. Idźmy dalej.
Prakryti zbudowane są z 3 przymiotów, które przed aktem kreacji są w idealnej równowadze:
– Sattwa, jako istnienie (cechy: lekkość oraz jasność) charakteryzuje go nieruchomość i przeciwstawianie się trzeciemu przymiotowi
-Tamas jako nieistnienie (cechy: ciężkość oraz mrok) charakteryzuje go nieruchomość i przeciwstawianie się trzeciemu przymiotowi
-Radźas jako pasja pozbawiona cech, ale charakteryzująca się ruchem. Jest ona równocześnie tą częścią, której przeciwstawiają się dwa w/w przymioty.
Aby doszło do aktu stworzenia czegokolwiek, zasada Purusza musi być obecna przy zasadzie Prakryti, która już sama w sobie jest jakoby silnikiem, tyle że nieświadomym aż do momentu pojawienia się Puruszy.
Sattawa jest istnieniem nieruchomym, ale pozytywnym w swym wymiarze i co za tym idzie najsilniejszym, dzięki czemu wywołuje podczas aktu kreacji, pierwszą manifestację Prakryti, którą jest władza intelektualno-rozumowa, nazwana od tej pory Mahat, czyli to co największe. Z władzy rozumowo-intelektualnej wyłania się poczucie, nazwane od tej pory Ahankarą, które może być zróżnicowane ze względu na przewagę Sattwy, która stwarza od teraz grupę podmiotową, bądź to Tamasa stwarzającą od tej pory grupe przedmiotową.
Grupa podmiotowa Ahankary, to nasze narzędzia poznawcze, czyli umysł i wedle przekazu tej religii, 10 zmysłów:
-5 zmysłów działania: chwyt, chodzenie, mowa, prokreacja i wydalanie
-5 zmysłów rozumowych: dotyk, słuch, smak, węch oraz wzrok
Grupa przedmiotowa Ahankary, to przestrzeń którą poznajemy i w jakiej żyjemy. Składają się na tę grupę:
-5 żywiołów małych: dotyk, dźwięk, kształt, smak, zapach
-5 żywiołów wielkich: przestworze, wiatr, woda, światło, ziemia
Ważną kwestią, jest fakt braku podziału między tym co przedmiotowe a podmiotowe w sensie takim jaki obowiązuje w naszym potocznym mniemaniu, a jaki dotyczy podziału na podmiot poznający a poznawany przedmiot. Powodem takiego podejścia jest, fragment doktryny mówiący o tym, iż żywioły nie są twórcami tylko świata zewnętrznego istoty ludzkiej, ale także jego wnętrza jako domu umysłu dając do zrozumienia tym samym, iż podział jest sztuczny i w dodatku fizyczny( co w świetle przywoływanej w trakcie konferencji fizyczności i niefizyczności świata, dodaje kolejny szczebel do drabiny dowodów na właśnie ową fizyczność jego istnienia).
Wiemy już, jakie skutki niesie za sobą połączenie się Ahankary z Sattwą i Tamasem, ale nie wiemy jakie w połączeniu z Radźasem.
Połączenie to jest  silnie gnostycznym przesłaniem, jakie porównać można z napisem na świątyni w Delfach, wezwaniem Hermesa Trismegistosa w CORPUS HERMETICUM, nawoływaniem Jezusa z Nazaretu w Apokryfach Nowego Testamentu, przesłaniem Guatama Buddy w Diamentowej Sutrze, czy w końcu naukach poczciwego Lao-tse – by nie przytaczać już kolejnych – a które brzmi: Poznaj Samego Siebie.
Wracając do trzeciego przymiotu, czyli Radźasa, który wchodzi w interakcję z Ahankarą, nadaje on tej ostatniej formę energii, zwanej od tej pory Tajdżasa-Ahankara, a która wzrasta i rozwija się tylko podczas aktu poznawczego, stąd powyższe porównania.
W ten właśnie sposób powstaje człowiek, jako istota ożywiona i egzystująca w świecie, którego jest odzwierciedleniem i częścią. Jednakże są różnice, które uwidocznię poniżej dając tym samym do zrozumienia czym według gnostycznej szkoły Hinduizmu jest spowodowana reinkarnacja.
Etapy kreacji pokazują stworzenie istoty ludzkiej, która mimo, że rodzi się, żyje, funkcjonuje i umiera jako nasz sąsiad i my sami, to jest ona od początku do końca nieświadoma samego siebie, jeśli nie dojdzie do aktu prokreacji pomiędzy Radźasą a Ahankarą. Tylko owe wymuszone zespolenie, nada rytm na stworzenie Tajdżasa-Ahankary, czyli tego co my zwiemy duszą. Przykład ten pokazuje jeszcze jeden zaskakujący aspekt teorii istnienia samej duszy otóż, człowiek sam musi stworzyć w sobie omawianą substancję tylko w czasie świadomej walki z samym sobą lub wywołać ów proces chemiczny ( tak, chemiczny, ponieważ jeśli wszystko jest fizyczne, to musi podlegać  pewnym procedurom właśnie z dziedziny chemii) zupełnie przypadkowo i nieświadomie. Purany w swych 18 opowieściach opowiadają w sposób metaforyczny o tym jak walczyć ze sobą i poszczególnymi częściami swego egoizmu i zadufania, aby móc doprowadzić do wewnętrznych fuzji tworzących pomału zalążek duszy, w sposób taki jak powstaje niemowlę w łonie matki. Jednakże w owych opowieściach ujęte są także przestrogi dla tych, którzy rozpoczęli proces świadomego tworzenia, ale z czasem go zaniechali oraz dla tych, którzy rozpoznali przypadkowe tworzenie w innych nieznających tej wiedzy ludziach już ociemniałych, szalonych albo z pozoru całkiem normalnych, ale nieco odbiegających swym zachowaniem od otoczenia.
Gdzie tu reinkarnacja? Jest, zapewniam. Człowiek, jaki rozpoczął świadomie lub nie, proces wewnętrznych interakcji tworzących wspomnianą wyżej energię, będzie inkarnował, chociaż jak mówią nie tylko Purany, to nie tyle co on sam, ale świadoma siebie energia w różnym stopniu rozwoju oraz „bagażu” do odkupienia. Stąd też tak wielki nacisk  w religiach by nie grzeszyć. W katolicyzmie -dla przykładu -mamy piekło dokąd trafia dusza, owszem trafia do piekła: ponownych narodzin oraz doskonalenia i to w dodatku nie koniecznie do ciała ludzkiego, czego symbolem na marginesie jest diabeł jako postać półzwierzęca i półludzka.
Energia inkarnowana w zależności od swej siły i samoświadomości, może rozwijać się dalej, ale też i nadal może umrzeć, o tym fakcie z kolei wspaniale opowiadają tzw. TEKSTY PIRAMID z piramidy UNISA
Wnętrze piramidy Unisa

Metaforycznego wydźwięku tam wiele, ale zagłębienie się w każdą mitologie i religie świata da te same wyniki. Jeśli przyrównać ilość doniesień (oczywiście tych, które uznajemy za autentyczne) osób prawiących o swych przebłyskach poprzednich wcieleń, do hipotetycznej i tym samym nieznanej liczby ludzi tworzących mniej lub bardziej swe dusze, wówczas potwierdza nam się statystka, która wskazuje na mały procent ludności w skali świata. Procent ten zauważalny jest nadal w Azji i Ameryce Południowej, ale dużo mniejszy w Europie czy USA, a także coraz mniejszy w Afryce.
O sprawach i przykładach na w/w temat mogłaby powstać nie mała książka, przytaczająca mit po micie i kult po kulcie, ukazujący choćby tylko sprawę duszy jako wachlarza symboliki dużo bardziej rozbudowanej w każdym swym aspekcie.
H. Bławatska, nie mogła tworzyć doktryny swego ugrupowania na podstawie Hinduizmu, ponieważ na tym jednym przykładzie już widać, że obie filozofie są ze sobą nie do pogodzenia. Jest to maleńki wycinek z jakże bogatej religii i filozofii Indii, jaką przywołałem tu za przykład, ale wystarczający by skierować badania w stronę prastarych przekazów donoszących między innymi o metempsychozie i porównać je z dzisiejszymi wynikami badań wielu osób.

Łukasz Sołtysiak




1 komentarz:

  1. Zgadzam się, że na temat reinkarnacji istnieje zatrzęsienie bzdurnych teorii. Jedni przepisują od innych i praktycznie nie interesuje ich co się za tym kryje. Najbliższa prawdy moim zdaniem jest wiedza zawarta w naukach Gurdżijewa i częściowo w kabale która pochodzi z tych samych źródeł z których czerpał Gurdżijew. Budda wielokrotnie mówił, że trzeba mieć dużo szczęścia aby odrodzić się człowiekiem. Ni chcę tutaj za dużo pisać aby nie powstała niechcąco następna bzura. Temat jest zbyt obszerny. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń