![]() |
| Symbol Towarzystwa Teozoficznego |
O samej wymienionej tu pani nie będę się rozpisywał, a po bardziej szczegółowe doniesienia na jej temat odsyłam zainteresowanych na strony internetowe. W kwestii reinkarnacji pani Bławatska głosiła co następuje:
-Każdy
człowiek posiada od urodzenia subtelne ciała fizyczne o gęstościach co raz
mniej rozrzedzonych (ciało fizyczne, ciało astralne, ciało mentalne).
-Ciała te to
portale w jakie obleka się tzw. „Wewnętrzny myśliciel” – co w
najprostszym rozumieniu można przyrównać do duszy doktryny katolickiej (czyli
jest coś, co nie wiemy czym jest, ale sądzimy, że jest(!))
-Dusza używa
swych portali jako narzędzia do samodoskonalenia, co trwa setki różnych
wcieleń. Zwieńczeniem trudów kolejnych po sobie następujących żywotów,
jest stan buddyczny tejże duszy i możliwość pozostania na Ziemi, jako
jeden z nauczycieli ludzkości lub zespolenia się z Absolutem, co możemy
nazwać umownie bogiem.
-Ważnym
punktem doktryny, jest przechodzenie Wewnętrznego myśliciela (duszy) przez
różne stadia organizmów żywych naszej flory i fauny, począwszy od roślin,
poprzez zwierzęta, kończąc na istocie ludzkiej.
![]() |
| Helena Bławatska |
Wielu
osobom, na przełomie wieków, przychodziły do głowy najróżniejsze i niczym
niepoparte wnioski na temat bytu ludzkiego. Cywilizacja naszego gatunku
zrodziła Kartezjusza, Marksa, Hitlera, Chomeiniego i wielu innych
propagatorów swoich teorii filozoficznych, które ciągły za sobą miliony
zafascynowanych istnień. Konsekwencje znamy wszyscy. Podobnie było z myślą i
nurtem założycielki Towarzystwa Teozoficznego. Ukazanie się dzieł, spod
pióra w/w pani, było „wybuchem bomby” w dobie życia mieszczaństwa przełomu XIX
i XX wieku n.e. Przypomnijmy sobie, iż ów okres zapisał się m.in. jako ten, na
który przypada największa fascynacja spirytyzmem, parapsychologią i
wszelkimi objawami tego co nieznane w dziejach nowożytnych. Pani Bławatska doskonale
zdawała sobie z tego sprawę, a informacje jakie posiadła kanałami, o których
wspomniałem powyżej, zszyła grubymi nićmi niedomówień i nadinterpretacji, a
następnie wrzuciła do worka swych opracowań pisarskich i zakładanego właśnie
wtedy stowarzyszenia. Dalej już wszystko potoczyło się z przysłowiowej „górki”,
a stowarzyszenie stało się nadrzędnym w propagowaniu tematyki z pogranicza
nauki i religii. Kolejni filozofowie, kolejni znawcy religii, kolejni
spirytyści, zaczęli przyłączać się do organizacji i dorzucać swoje własne
wnioski, które zwieńczyły dzieło o nazwie Towarzystwo Teozoficzne ze swą
młodą doktryną na czele. W sumie, nie byłoby niczego złego w takim
postępowaniu, gdyby nie fakt, że wszyscy ci ludzie głosili zupełnie odmienne od
siebie stanowiska w kwestii chociażby omawianej reinkarnacji (o której było
wówczas wiadomo tyle ile można było przeczytać w książkach podróżniczych „wuja
Janka czy innego Kazia” ewentualnie w opracowaniach Orfików,
Neoplatończyków, Lessinga, Herdera, Schopenhauera i wielu, wielu innych)
jednakże każdy z nich chciał być jak najbliżej prestiżowego wówczas
stowarzyszenia, a oliwy do ognia dodawał fakt o jakim wspomniałem powyżej, a
jaki odnosi się do specyficznego okresu nacechowanego podążaniem za wszystkim
co nieznane. Osobistości z najróżniejszych dziedzin życia społecznego i
kulturowego, starały się nie odrywać od swych idei i poszukiwań będąc już wtedy
członkami organizacji, ale chęć zdobycia sławy za pośrednictwem Towarzystwa
Teozoficznego była tak silna, że z czasem dopasowywali swoje hipotezy i
wnioski do mitów cięgle jeszcze wtedy budowanych w doktrynie stowarzyszenia.
Przekrój osobowości i ich poziom wykształcenia często pozostawiał wiele do
życzenia, czego konsekwencją było upraszczanie idei zarówno tych wydedukowanych
w samym stowarzyszeniu, jak i tych najważniejszych, czyli z tradycjami
zapisanych w starożytnych tekstach buddyzmu
i hinduizmu. Komentarze teologów do świętych pism tych dwóch wielkich
religii były zupełnie lub częściowo ignorowane tylko po to, aby doktrynę
dopasować do ideologii teozofików, a także zredukować z koncepcji trudno
wytłumaczalnych dla laików, tworząc w ten sposób tezy oderwane od tego co
oferowała gnoza religii w swych oryginalnych przesłaniach.
Cały ten miszmasz
uciszyła wojna światowa. Jednakże z czasem na arenie świata pojawił się ruch o
nazwie NEW AGE w „zróżnicowanych
odcieniach”, przyciągający do siebie bardzo wielu młodych osób
szukających (podobnie jak Bławatska) odpowiedzi w co i dlaczego wierzyć.
W tym młodym jeszcze przejawie cywilizacyjnym, znalazła się także duża liczba
studentów nauk humanistycznych, ale i nie tylko takich (na marginesie, dzieje
się to w dalszym ciągu). Studenci, z czasem stali się naukowcami większego lub
mniejszego formatu; niektórzy z nich nie zapomnieli o swym uwielbieniu do NEW
AGE, które przecież zrodziło się na łonie podobnych im ludzi, i co
niezmiernie istotne – dało szybką i łatwo osiągalną sławę wraz z wszelkimi
idącymi za tym profitami…
Kreatorzy
dzisiejszych hipotez o reinkarnacji szli, rzecz jasna, po jak najmniejszej
linii oporu i brali garściami z filozofii teozoficznej dokładając do niej
urywkowo przeczytane artykuły i książki kolegów takich samych jak oni, a co
bystrzejsi sięgali po fragmenty wyrwane w zupełności z kontekstu pism wielu
różnych religii, ukazując tym samym prawość „swoich” już nie hipotez, a wręcz
teorii…
Dziś
niewygodnie mówić o takim procederze; dziś lepiej i wciąż łatwiej budować swoje
wnioski na podstawie książki „fachowca” , najlepiej z doktorskim lub
profesorskim tytułem.
Niestety,
fakty historyczne mówią same za siebie..
Powróćmy do
doktryny metempsychozy w interpretacji p. Bławatskiej i spróbujmy
ją skonfrontować, z tym co o fenomenie duszy, świadomości i świata duchowego
mówią religie, a konkretnie za przykład weźmiemy Hinduizm, z którego
powyższa Pani wraz z towarzystwem, zaczerpnęła garściami „tajemną wiedzę”…
Każda z
religii, wyznań, kultów i kultur, mówi o reinkarnacji. Odnajdziemy ją także w
chrześcijaństwie, mimo to, iż jego największy odłam czyli Kościół
Rzymsko-Katolicki, oficjalnie odcina się od idei transmigracji (kolejna
nazwa reinkarnacji; na marginesie dodam, iż tak to już jest z naszym gatunkiem,
że im mniej coś rozumiemy, tym bardziej złożone i liczne nazwy temu nadajemy –
ot taka refleksja…), to jest ona żywa i istotna jako element wiedzy także i tej
religii, ale o tym innym razem.
Przejdźmy do
meritum.
W kwestii
wędrówki dusz najwięcej opowiada nam Hinduizm. W Puranach (czyli
zbiorze tekstów w większości uznanych za objawione, które w wolnym tłumaczeniu
oznaczają starożytną przypowieść) przytoczona jest symbolika dotycząca
tzw. Sankhji. Purany są dziełem opowiadanym przez dwóch narratorów: sute
(barda) Lomaharszana lub jego syna Ugraśrawasa. Mamy tu do
czynienia z ojcem i synem, co także nie pozostaje bez znaczenia. Kanon dzieli
się na 3 grupy z 18 tekstami łącznie, gdzie każdy z nich jest odrębny od
pozostałych. Znamiennym faktem jest, iż owe 3 grupy to hołd składany Wielkiej
Trójce Hinduizmu: Wisznu, Brahmie i Śiwie.
Grupy te,
jako układ i zarazem doktryna filozoficzna noszą nazwę, jak już wspomniałem: Sankhji.
O czym mówi ów nurt filozoficzny? W dużym uproszczeniu, można powiedzieć, iż
jednym z wielowątkowego aspektu jest temat odnoszący się do budowy i kreacji
człowieka; w tym liście właśnie ów budową zajmę się jako skrótowym opisem tego
czym jest i być powinna istota ludzka wedle tegoż przekazu. Jak można będzie
wywnioskować, dane z tekstu liczącego przynajmniej kilka tysięcy lat, brzmią w
swym tonie znacznie inaczej i wymowniej, aniżeli cała orkiestra dzisiejszych
badaczy (przygotowująca się dopiero do czytania nut o reinkarnacji J)
metempsychozy.
Przejdźmy do
ogólnego tłumaczenia zasady Sankhji:
Istnieją
dwie główne, odwieczne i niezmienne zasady, a każda z nich ma swoje
indywidualne cechy:
-Prakryti
(niepoznającej, aktywnej, pojedynczej i złożonej )
-Purusza
(poznającej, nieaktywnej, mnogiej i prostej)
Co
znamienne, obie choć różne, to uzupełniające się nawzajem. Idźmy dalej.
Prakryti zbudowane są z 3 przymiotów, które
przed aktem kreacji są w idealnej równowadze:
– Sattwa,
jako istnienie (cechy: lekkość oraz jasność) charakteryzuje go nieruchomość i
przeciwstawianie się trzeciemu przymiotowi
-Tamas jako
nieistnienie (cechy: ciężkość oraz mrok) charakteryzuje go nieruchomość i
przeciwstawianie się trzeciemu przymiotowi
-Radźas jako
pasja pozbawiona cech, ale charakteryzująca się ruchem. Jest ona równocześnie
tą częścią, której przeciwstawiają się dwa w/w przymioty.
Aby doszło
do aktu stworzenia czegokolwiek, zasada Purusza musi być obecna przy
zasadzie Prakryti, która już sama w sobie jest jakoby silnikiem, tyle że
nieświadomym aż do momentu pojawienia się Puruszy.
Sattawa jest istnieniem nieruchomym, ale
pozytywnym w swym wymiarze i co za tym idzie najsilniejszym, dzięki czemu
wywołuje podczas aktu kreacji, pierwszą manifestację Prakryti, którą
jest władza intelektualno-rozumowa, nazwana od tej pory Mahat, czyli to
co największe. Z władzy rozumowo-intelektualnej wyłania się poczucie,
nazwane od tej pory Ahankarą, które może być zróżnicowane ze względu na
przewagę Sattwy, która stwarza od teraz grupę podmiotową, bądź to Tamasa
stwarzającą od tej pory grupe przedmiotową.
Grupa podmiotowa
Ahankary, to nasze narzędzia poznawcze, czyli umysł i wedle przekazu tej
religii, 10 zmysłów:
-5
zmysłów działania: chwyt, chodzenie, mowa, prokreacja i wydalanie
-5 zmysłów
rozumowych: dotyk, słuch, smak, węch oraz wzrok
Grupa
przedmiotowa Ahankary, to przestrzeń którą poznajemy i w jakiej żyjemy.
Składają się na tę grupę:
-5 żywiołów
małych: dotyk, dźwięk, kształt, smak, zapach
-5 żywiołów
wielkich: przestworze, wiatr, woda, światło, ziemia
Ważną
kwestią, jest fakt braku podziału między tym co przedmiotowe a podmiotowe w
sensie takim jaki obowiązuje w naszym potocznym mniemaniu, a jaki dotyczy
podziału na podmiot poznający a poznawany przedmiot. Powodem takiego podejścia
jest, fragment doktryny mówiący o tym, iż żywioły nie są twórcami tylko świata
zewnętrznego istoty ludzkiej, ale także jego wnętrza jako domu umysłu dając
do zrozumienia tym samym, iż podział jest sztuczny i w dodatku fizyczny( co w
świetle przywoływanej w trakcie konferencji fizyczności i niefizyczności
świata, dodaje kolejny szczebel do drabiny dowodów na właśnie ową fizyczność
jego istnienia).
Wiemy już,
jakie skutki niesie za sobą połączenie się Ahankary z Sattwą i Tamasem,
ale nie wiemy jakie w połączeniu z Radźasem.
Połączenie
to jest silnie gnostycznym przesłaniem, jakie porównać można z napisem na
świątyni w Delfach, wezwaniem Hermesa Trismegistosa w CORPUS
HERMETICUM, nawoływaniem Jezusa z Nazaretu w Apokryfach Nowego
Testamentu, przesłaniem Guatama Buddy w Diamentowej Sutrze,
czy w końcu naukach poczciwego Lao-tse – by nie przytaczać już kolejnych
– a które brzmi: Poznaj Samego Siebie.
Wracając do
trzeciego przymiotu, czyli Radźasa, który wchodzi w interakcję z Ahankarą,
nadaje on tej ostatniej formę energii, zwanej od tej pory Tajdżasa-Ahankara,
a która wzrasta i rozwija się tylko podczas aktu poznawczego, stąd powyższe
porównania.
W ten
właśnie sposób powstaje człowiek, jako istota ożywiona i egzystująca w świecie,
którego jest odzwierciedleniem i częścią. Jednakże są różnice, które uwidocznię
poniżej dając tym samym do zrozumienia czym według gnostycznej szkoły Hinduizmu
jest spowodowana reinkarnacja.
Etapy
kreacji pokazują stworzenie istoty ludzkiej, która mimo, że rodzi się, żyje,
funkcjonuje i umiera jako nasz sąsiad i my sami, to jest ona od początku do
końca nieświadoma samego siebie, jeśli nie dojdzie do aktu prokreacji pomiędzy Radźasą
a Ahankarą. Tylko owe wymuszone zespolenie, nada rytm na stworzenie Tajdżasa-Ahankary,
czyli tego co my zwiemy duszą. Przykład ten pokazuje jeszcze jeden zaskakujący
aspekt teorii istnienia samej duszy otóż, człowiek sam musi stworzyć w sobie
omawianą substancję tylko w czasie świadomej walki z samym sobą lub wywołać ów
proces chemiczny ( tak, chemiczny, ponieważ jeśli wszystko jest fizyczne, to
musi podlegać pewnym procedurom właśnie z dziedziny chemii) zupełnie
przypadkowo i nieświadomie. Purany w swych 18 opowieściach opowiadają w
sposób metaforyczny o tym jak walczyć ze sobą i poszczególnymi częściami swego
egoizmu i zadufania, aby móc doprowadzić do wewnętrznych fuzji tworzących
pomału zalążek duszy, w sposób taki jak powstaje niemowlę w łonie matki.
Jednakże w owych opowieściach ujęte są także przestrogi dla tych, którzy
rozpoczęli proces świadomego tworzenia, ale z czasem go zaniechali oraz dla
tych, którzy rozpoznali przypadkowe tworzenie w innych nieznających tej wiedzy
ludziach już ociemniałych, szalonych albo z pozoru całkiem normalnych, ale
nieco odbiegających swym zachowaniem od otoczenia.
Gdzie tu
reinkarnacja? Jest, zapewniam. Człowiek, jaki rozpoczął świadomie lub nie,
proces wewnętrznych interakcji tworzących wspomnianą wyżej energię, będzie
inkarnował, chociaż jak mówią nie tylko Purany, to nie tyle co on sam,
ale świadoma siebie energia w różnym stopniu rozwoju oraz „bagażu” do
odkupienia. Stąd też tak wielki nacisk w religiach by nie grzeszyć. W
katolicyzmie -dla przykładu -mamy piekło dokąd trafia dusza, owszem trafia do
piekła: ponownych narodzin oraz doskonalenia i to w dodatku nie koniecznie do
ciała ludzkiego, czego symbolem na marginesie jest diabeł jako postać
półzwierzęca i półludzka.
Energia
inkarnowana w zależności od swej siły i samoświadomości, może rozwijać się
dalej, ale też i nadal może umrzeć, o tym fakcie z kolei wspaniale opowiadają
tzw. TEKSTY PIRAMID z piramidy UNISA.
Metaforycznego wydźwięku tam wiele, ale zagłębienie się w każdą mitologie i religie świata da te same wyniki. Jeśli przyrównać ilość doniesień (oczywiście tych, które uznajemy za autentyczne) osób prawiących o swych przebłyskach poprzednich wcieleń, do hipotetycznej i tym samym nieznanej liczby ludzi tworzących mniej lub bardziej swe dusze, wówczas potwierdza nam się statystka, która wskazuje na mały procent ludności w skali świata. Procent ten zauważalny jest nadal w Azji i Ameryce Południowej, ale dużo mniejszy w Europie czy USA, a także coraz mniejszy w Afryce.
![]() |
| Wnętrze piramidy Unisa |
Metaforycznego wydźwięku tam wiele, ale zagłębienie się w każdą mitologie i religie świata da te same wyniki. Jeśli przyrównać ilość doniesień (oczywiście tych, które uznajemy za autentyczne) osób prawiących o swych przebłyskach poprzednich wcieleń, do hipotetycznej i tym samym nieznanej liczby ludzi tworzących mniej lub bardziej swe dusze, wówczas potwierdza nam się statystka, która wskazuje na mały procent ludności w skali świata. Procent ten zauważalny jest nadal w Azji i Ameryce Południowej, ale dużo mniejszy w Europie czy USA, a także coraz mniejszy w Afryce.
O sprawach i
przykładach na w/w temat mogłaby powstać nie mała książka, przytaczająca mit po
micie i kult po kulcie, ukazujący choćby tylko sprawę duszy jako wachlarza symboliki
dużo bardziej rozbudowanej w każdym swym aspekcie.
H. Bławatska, nie mogła tworzyć doktryny swego
ugrupowania na podstawie Hinduizmu, ponieważ na tym jednym przykładzie
już widać, że obie filozofie są ze sobą nie do pogodzenia. Jest to maleńki wycinek
z jakże bogatej religii i filozofii Indii, jaką przywołałem tu za przykład, ale
wystarczający by skierować badania w stronę prastarych przekazów donoszących
między innymi o metempsychozie i porównać je z dzisiejszymi wynikami badań
wielu osób.
Łukasz Sołtysiak
Łukasz Sołtysiak



Zgadzam się, że na temat reinkarnacji istnieje zatrzęsienie bzdurnych teorii. Jedni przepisują od innych i praktycznie nie interesuje ich co się za tym kryje. Najbliższa prawdy moim zdaniem jest wiedza zawarta w naukach Gurdżijewa i częściowo w kabale która pochodzi z tych samych źródeł z których czerpał Gurdżijew. Budda wielokrotnie mówił, że trzeba mieć dużo szczęścia aby odrodzić się człowiekiem. Ni chcę tutaj za dużo pisać aby nie powstała niechcąco następna bzura. Temat jest zbyt obszerny. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń