Aby podkreślić ten całkowity brak woli u
przeciętnego człowieka, można tutaj zacytować jeszcze jeden fragment z innego
odczytu Gurdżijewa, barwnie opisujący przejawy owej sławetnej woli, którą
przypisuje się człowiekowi.
Zwracając
się do jednego z obecnych, Gurdżijew powiedział:
- Masz masę
pieniędzy i luksusowe warunki egzystencji. Wszędzie cię poważają i darzą
szacunkiem. Na czele twoich prosperujących przedsiębiorstw stoją rzetelni i
całkowicie oddani ci ludzie – jednym słowem twoje życie jest usłane różami.
Wszyscy
znajomi uważają cię za człowieka silnej woli i w większości twierdzą nawet, że
twoje sukcesy są rezultatem przejawiania się tej woli.
Krótko
mówiąc, pod każdym względem zasługujesz ma to, żeby cię naśladować, i można ci
tylko pozazdrościć.
Dzisiaj
rano obudziłeś się pod wrażeniem jakiegoś męczącego snu.
Ów stan
lekkiego przygnębienia, choć rozproszył się zaraz po przebudzeniu, postanowił w
tobie jednak ślad.
Pewną
ociężałość i niepewność w twoich ruchach.
Podchodzisz
do lustra, żeby się uczesać, i niechcący upuszczasz szczotkę do włosów, ale
ledwo ją podniosłeś i otrzepałeś, a znów wypada ci z rąk, Tym razem podnosisz
ją już z lekkim zniecierpliwieniem i przez to upuszczasz po raz trzeci…
próbujesz złapać ją w locie, ale niefortunny ruch ręki powoduje, że szczotka
zmierza w stronę lustra; na próżno rzucasz się, żeby ją chwycić, trach!... na
starym lustrze, z którego byłeś taki dumny, pojawiają się pęknięcia w kształcie
gwiazdy.
Psiakość!
Niech to diabli!... i rodzi się w tobie potrzeba wyładowania złości na kimś
innym. Ponieważ nie znalazłeś gazety obok porannej filiżanki kawy, bo służący
zapomniał ją tam położyć, kielich twojej cierpliwości przelewa się i uznajesz,
że już dłużej nie zniesiesz tego drania u siebie w domu.
Pora wyjść
na dwór. Ponieważ jest ładna pogoda i masz udać się niedaleko, postanawiasz, że
pójdziesz na piechotę. Za tobą cicho sunie twój samochód, ostatni model znanej
marki.
Blask
słońca trochę cię uspokaja i twoją uwagę zwraca tłum, który zebrał się na rogu
ulicy.
Podchodzisz
bliżej i dostrzegasz, że pośrodku zgromadzonych leży na chodniku nieprzytomny
człowiek. Policjant z pomocą kilku ,,gapiów” taszczy go do taksówki, żeby
odwieźć go do szpitala.
Zwróć
uwagę, w jak dziwny sposób – tylko z powodu przypadkowo spostrzeżonego przez
ciebie podobieństwa między twarzą szofera a twarzą tego podchmielonego mnicha,
na którego, sam trochę wstawiony, wpadłeś w zeszłym roku, gdy wracałeś z
hucznych imienin – ten wypadek na rogu ulicy skojarzył ci się teraz z tortem,
który jadłeś na tamtym przyjęciu.
Ach, cóż to
był za tort!
Ten twój
służący, który zapomniał dzisiaj o gazecie, zepsuł ci poranną kawę. Dlaczego by
sobie tego jakoś nie wynagrodzić?
Akurat tuż
obok znajduje się wytworna kawiarnia, do której przychodzisz czasem z
przyjaciółmi.
Ale po co w
ogóle zacząłeś myśleć o tym służącym? Przecież już prawie zapomniałeś o
porannych nieprzyjemnościach. A teraz… czyż tort nie smakuje najlepiej z kawą?
Spójrz!
Przy sąsiednim stoliku siedzą dwie damy. Cóż za czarująca blondynka!
Słyszysz
właśnie, jak spoglądając na ciebie, szepcze do koleżanki: ,,On jest w moim
typie!”.
Gdybym
zapytał cię w tej chwili, czy warto się było przejmować i psuć sobie nastrój
porannymi nieprzyjemnościami, oczywiście odpowiedziałbyś, że nie, i
przyrzekłbyś sobie, że coś takiego już się więcej nie powtórzy.
Czy trzeba
ci jeszcze mówić o tym, jak zmienił się twój nastrój, kiedy zawierałeś
znajomość z ową blondynką, która okazała ci zainteresowanie i którą ty sam
byłeś zainteresowany, a także w jakim byłeś humorze przez cały ten spędzony
razem czas?
Wracasz do
domu, nucąc jakąś szansonetkę, i nawet widok stłuczonego lustra wywołuje w
tobie uśmiech.
Ale zaraz,
co z tą ,,sprawą”, z powodu której wyszedłeś dzisiaj rano?! Dopiero teraz sobie
o niej przypomniałeś. Brawo… Zresztą to i tak nie ma znaczenia, przecież możesz
zadzwonić.
Podchodzisz
do aparatu i telefonistka łączy cię ze złym numerem.
Dzwonisz
jeszcze raz, ale znowu ta sam pomyłka. Jakiś mężczyzna informuje cię, że ma
ciebie dosyć, ty mówisz, że to nie twoja wina i, od słowa do słowa, nieoczekiwanie
się dowiadujesz, że jesteś łajdakiem, idiotą i że jeśli znów do niego
zadzwonisz, to…
Dywan
podwinął ci się pod nogą, co
powoduje, że kipisz z oburzenia i powinieneś usłyszeć ton, jakim strofujesz
służącego, który przyszedł wręczyć ci list.
Jest to
list od szanownego przez ciebie człowieka, którego opinię bardzo sobie cenisz.
Treść listu
jest tak pochlebna, że w trakcie lektury twoje rozdrażnienie stopniowo mija i
zmienia się w ,,przyjemną konsternację” człowieka obsypywanego pochwałami. A
kiedy kończysz go czytać, jesteś już w znakomitym nastroju.
Mógłbym tak
dalej odtwarzać ten obraz twojego dnia – ty, ,,wolny człowieku”!
Być może
sądzisz, że przesadziłem?
Nie, to
absolutnie wierna fotograficzna migawka natury.
***
Mówiąc o woli człowieka i o różnych
aspektach jegorzekomo samodzielnych przejawów, które są przedmiotem wymądrzań i samo zachwytu współczesnych, jak to się mówi ,,dociekliwych umysłów” – a w naszym pojęciu ,,umysłów naiwnych” – warto przytoczyć w tym miejscu, co powiedział Gurdżijew w trakcie jeszcze innej pogadanki, bowiem całokształt idei wyłożonych przez niego przy tej okazji może dobrze naświetlić iluzoryczność owej woli, którą ponoć ma każdy człowiek.
Cytuję:
- Człowiek
przychodzi na świat boży jako czysta kartka, którą wszyscy dookoła zaczynają na
wyścigi brukać, zapisując ją wychowaniem, zasadami moralności, informacjami
nazywanymi przez nas ,,wiedzą”, a także wszelkiego rodzaju uczuciami związanymi
z obowiązkiem, honorem, sumieniem itd., itp.
I wszyscy
są przekonani o bezsporności i nieomylności ,metod, którymi się posługują po
to, by zaczepić owe pędy na głównym pniu zwanym osobowością człowieka.
Karta robi
się coraz brudniejsza i im bardziej jest zababrana, to znaczy im bardziej
człowiek jest nafaszerowany efemerycznymi informacjami i opiniami na temat
obowiązku, honoru itp., które zostały mu wbite do głowy albo zasugerowane przez
innych, tym bardziej ,,inteligentny” i poważny staje się w oczach otoczenia.
A ta
pobrudzona kartka, widząc, że ludzie uważają jej ,,brud” za zaletę, sama
zaczyna go traktować w ten sposób.
Oto jaki
obraz przedstawia to, co nazywamy ,,człowiekiem”, często nawet dodając epitety
w rodzaju ,,talent” i ,,geniusz”.
Ten nasz ,,talent”, jeśli rano po przebudzeniu
nie znajdzie obok łóżka bamboszy, ma humor popsuty na cały dzień.
Zwykły
człowiek nie jest wolny w swoim życiu, ani w swoich przejawach, ani też
nastrojach.
Ani nie
może być tym, czym chciałby być, ani tym, za co się uważa.
Człowiek –
to brzmi dumnie! Sama nazwa ,,człowiek” oznacza ,,koronę stworzenia”.
Ale czy ten
tytuł pasuje do współczesnych ludzi?
Jednocześnie człowiek naprawdę powinien być koroną stworzenia, ma bowiem
w sobie pełnię możliwości ku temu, by zdobyć wszelkie dane analogiczne do tych,
jakimi dysponuje
TEN, KTÓRY URZECZYWISTNIA WSZYSTKO, CO ISTNIEJE w całym Wszechświecie.
TEN, KTÓRY URZECZYWISTNIA WSZYSTKO, CO ISTNIEJE w całym Wszechświecie.
Po to, by
mieć prawo nazywać siebie ,,człowiekiem”, trzeba nim być.
A żeby nim być, należy w pierwszej kolejności
z niestrudzoną wytrwałością i impulsem niegasnącego pragnienia, wpływającego ze
wszystkich oddzielnych i niezależnych części, z których składa się cała nasza
zbiorcza obecność, to znaczy pragnienia wpływającego jednocześnie z myśli,
czucia i ograniczonego instynktu, pracować wpierw nad wszechstronnym poznaniem siebie, walcząc przy tym
bezustannie z własnymi subiektywnymi słabościami, a potem – opierając się na
rezultatach, które w ten sposób zostały uzyskane tylko dzięki naszej świadomości,
czyli rezultatach rzucających światło na mankamenty naszej ukształtowanej już
subiektywności, a także na możliwe sposoby podjęcia walki z nimi – zdołać je
wykorzenić, przyjmując wobec siebie postawę bezlitosną.
Szczerze
mówiąc, człowiek współczesny – taki, jakim możemy go zobaczyć, jeśli potrafimy
być zupełnie bezstronni – to ni mniej, ni więcej, tylko mechanizm zegarowy,
jakkolwiek o bardzo złożonej budowie.
Tę swoją
mechaniczność człowiek musi wszechstronnie przemyśleć i należycie zrozumieć,
aby móc w pełni ocenić jej znaczenie oraz wszystkie jej rezultaty i następstwa
zarówno dla swojego dalszego życia, jak i dopełnienia się sensu oraz celu swego
powstania i istnienia.
Niewątpliwie dla tego, kto pragnie sobie uświadomić i ogólnie zbadać
ludzką mechaniczność, najlepszym obiektem studiów jest on sam i jego własna
mechaniczność; a zbadać ją rzeczowo i zrozumieć wnikliwie całym swoim
jestestwem – a nie ,,jak psychopata”, to znaczy tylko jedną częścią całej
swojej obecności – można wyłącznie dzięki prawidłowo prowadzonej
samoobserwacji.
Co zaś
tyczy takiej możliwości prowadzenia samoobserwacji w sposób prawidłowy, bez
ryzyka wywołania zgubnych następstw, które niejednokrotnie udało się zauważyć,
gdy ludzie zabierali się do niej bez należytej wiedzy, to trzeba was przestrzec
– abyście nie popadli w przesadny entuzjazm – że nasze doświadczenie oparte na
wielu ścisłych informacjach pokazało, iż wcale nie jest to tak proste, jak może
się wydawać na pierwszy rzut oka, toteż za podstawę prawidłowo prowadzonej
samoobserwacji, której celem jest poznanie siebie, przyjmujemy właśnie studia
nad mechanicznością współczesnego człowieka.
Człowiek,
zanim jeszcze zacznie studiować swoją mechaniczność i wszystkie zasady
prawidłowo prowadzonej samoobserwacji, musi, po pierwsze, nieodwołalnie
postanowić, że będzie ze sobą bezwzględnie szczery, że nie będzie na nic
zamykał oczu, że nie uchyli się od jakichkolwiek rezultatów, dokądkolwiek by go prowadziły, że nie będzie
się bał wyciągnięcia wniosków i że nie wytyczy sobie z góry żadnych granic; a
po drugie, żeby wyjaśnienie tych zasad mogło być właściwie przyswojone i
przetworzone przez adeptów tego nauczania, które tutaj przedstawiamy, trzeba
koniecznie ustalić odpowiednią formę ,,języka”, gdyż istniejąca forma jest
naszym zdaniem zupełnie nieadekwatna do tego rodzaju wyjaśnień.
Jeśli
chodzi o pierwszy warunek, to już na samym początku należy ostrzec, że
człowiek, który nie przywykł do myślenia i działania zgodnie z zasadami
samoobserwacji, musi mieć dużo odwagi, żeby szczerze zaakceptować wyprowadzone
wnioski nie upaść na duchu, lecz
pogodziwszy się z nimi, dalej je wysnuwać z ,,crescendującą” wytrwałością,
jakiej wymagają takie studia.
O we
wnioski mogą, jak to się mówi ,, przewrócić do góry nogami” wszystkie
przekonania i wierzenia, które już wcześniej głęboko się w człowieku
zakorzeniły, jak również cały porządek jego zwykłego myślenia, a to może
doprowadzić do tego, że straci on bodaj na zawsze wszystkie przyjemne i, by tak
rzec ,, drogie jego sercu wartości” zapewniające mu do tej pory takie spokojne
i przytulne życie.
Dzięki
prawidłowo prowadzonej samoobserwacji człowiek już po kilku dniach jasno
zrozumie i bez cienia wątpliwości uzna swą całkowitą bezsilność i bezradność
wobec absolutnie wszystkiego, co go otacza.
Przekona
się całym swym jestestwem, że wszystko nim rządzi, wszystko nim kieruje. On sam ani nie rządzi, ani
zdecydowanie niczym nie kieruje.
Nie dość,
że przyciąga go lub odpycha wszystko, co ożywione i co może wpływać na
powstawanie w nim takich czy innych skojarzeń, to jeszcze oddziałują na niego
nawet całkowicie bezwładne i nieożywione przedmioty.
Wolny od
autoimaginacji i słoności do samo uśpienia – impulsów, które stały przynależne
ludziom współczesnym – uświadomi sobie, że całe jego życie to nic innego, jak
tylko ślepe reagowanie na wspomniane przyciągania i odpychania.
Zobacz
wyraźnie, w jaki sposób kształtują się jego opinie, światopogląd, charakter,
upodobania itd. – słowem, jak uformowała się jego indywidualność, a także pod
wpływem czego jej szczegóły mogą ulec zmianie.
Jeśli
chodzi o drugi warunek konieczny, czyli ustanowienie prawidłowego języka, to
jest ono niezbędne dlatego, że według nas język stosowany obecnie, któremu
przyznano, by tak rzec, ,,prawa obywatelskie” i w którym mówimy, piszemy
książki, przekazujemy innym wiedzę i nasze pojęcia, zupełnie się nie nadaje do
w miarę precyzyjnej wymiany opinii.
Słowa składające się na nasz współczesny język – z
powodu arbitralnego sensu im przez ludzi – zaczęły oznaczać bardzo nieokreślone
i względne pojęcia, wskutek czego przeciętny człowiek traktuje je nader
elastycznie.
Naszym
zdaniem do powstania w życiu człowieka takiej anomalii bardzo przyczynił się
nienormalny system wychowania stosowany wobec dorastającego pokolenia.
A odegrał
tak dużą rolę, ponieważ, jak już powiedzieliśmy, wskutek tego, że polega w
głównej mierze na zmuszaniu młodzieży do ,,wkuwania na pamięć” jak największej liczby słów i
rozróżniania ich jedynie na podstawie brzmienia, a nie tego, co słowa mają w
istocie znaczyć, ów system wychowania doprowadził do stopniowego zaniku w
ludziach zdolności do przemyśliwania i pojmowania tego, co sami mówią i co się
do nich mówi.
Utraciwszy
taką zdolność, a jednocześnie odczuwając konieczność w miarę precyzyjnego
przekazywania innym swoich myśli, ludzie są zmuszeni – pomimo nieskończonej
liczby słów, które już istnieją we wszystkich współczesnych językach – albo
zapożyczać jakieś słowa z innych języków, albo ciągle wymyślać nowe, co w końcu
doprowadziło do tego, że współczesny człowiek, gdy chce wyrazić jakąś ideę –
mając do tego, jak sądzi, wiele odpowiednich słów – wybiera słowo, które w jego
myślach wydaje mu się najwłaściwsze, ale równocześnie instynktownie odczuwa
niepewność co do prawidłowości swojego
wyboru i nieświadomie nadaje temu słowu własne subiektywne znaczenie.
Z jednej
strony z powodu tego zautomatyzowanego przyzwyczajenia, a z drugiej wskutek
stopniowego zaniku zdolności do skupiania przez długi czas aktywnej uwagi,
przeciętny człowiek, wypowiadając czy słysząc jakieś słowo, mimowolnie
podkreśla i eksponuje taką czy inną stronę pojęcia, które to słowo ma oznaczać,
systematycznie redukując całe jego znaczenie tylko do tego jednego aspektu;
inaczej mówiąc, słowo to zamiast obejmować wszystkie niuanse danego pojęcia, ma
tylko takie znaczenie, jakie przypadkowo przychodzi mu w pierwszej chwili do
głowy pod wpływem ciągu automatycznie płynących w nim skojarzeń. Toteż
współczesny człowiek, kiedy słyszy czy wymawia w trakcie rozmowy jakieś słowo,
za każdym razem nadaje mu inne znaczenie, czasami całkowicie sprzeczne z sensem
zawartym w tym słowie.
Dla
człowieka, który do pewnego stopnia uświadomił to sobie i nauczył się już mniej
więcej obserwować, rozmowa dwóch współczesnych ludzi, zwłaszcza kiedy dołączają
do niej inni, zamienia się w ,,tragikomiczne bachanalia dźwięków”.
Każdy z
rozmówców nadaje wszystkim słowom, które stały się środkami ciężkości tej, by
tak rzec, ,,symfonii beztreściowych słów” , własne subiektywne znaczenie i w
rezultacie do ucha takiego uświadomionego i bezstronnego obserwatora dociera
tylko to, co w starosinokułupiańskich opowieściach z ,,Tysiąc i jednej nocy”
nazywano ,,kakofoniczno-feerycznym nonsensem”.
Ludzie
współcześni, kiedy prowadzę tego rodzaju rozmowę, sądzą, że się rozumieją i są wręcz przekonani, iż przekazują sobie
nawzajem swoje myśli.
Oto
dlaczego w przeciętnym człowieku współczesnym dowolne przeżycie wewnętrzne – i
to nawet niezwykle bolesne – zmuszające do myślenia, a także otrzymane logiczne
rezultaty, które w innej sytuacji mogłyby wywrzeć bardzo dobroczynny wpływ na
jego otoczenie, nie znajdują zewnętrznego wyrazu, a jedynie przekształcają się
w rodzaj ,,czynnika zniewalającego” dla niego samego.
To z kolei
powoduje, że życie wewnętrzne każde pojedynczego człowieka staje się coraz
bardziej wyizolowane, i tym samym coraz większej degradacji ulega to, co jest
przecież niezbędne w zbiorowej egzystencji ludzi i nazywa się ,,uczeniem się od
siebie nawzajem”.
Wskutek
utraty zdolności rozważania i pojmowania przeciętny człowiek współczesny, kiedy
słyszy lub powtarza w rozmowie jakieś słowo, które rozpoznaje tylko z
brzmienia, w ogóle się nad nim nie zastanawia ani nawet nie zadaje sobie
pytania, co to słowo dokładnie znaczy, ponieważ już raz na zawsze postanowił,
że je zna i że inni również je znają.
Nawiasem
mówiąc, takie pytanie rodzi się w nim czasem, kiedy po raz pierwszy słyszy
zupełnie nieznane mu słowo, ale nawet w takim przypadku to nieznane słowo
zastępuje tylko jakimś innym, brzmiącym
znajomo, i jednocześnie wyobraża sobie, że je zrozumiał.
Aby uczynić
jasnym to, co powiedziałem, możemy się posłużyć znakomitym przykładem słowa tak
często używanego przez współczesnych ludzi, a mianowicie słowa ,,świat”.
Jeśli
ludzie sami potrafiliby uchwycić, co im przychodzi na myśl, gdy słyszą lub
wypowiadają słowo ,,świat”, to prawie każdy z nich musiałby przyznać –
oczywiście pod warunkiem że zdobędzie się na szczerość – iż to słowo nie wiąże
się dla niego z żadnym precyzyjnym pojęciem. Po prostu wyławiając słuchem
znajome brzmienie, którego sens, w jego przekonaniu, jest mu znany, mówi
poniekąd do siebie: ,,Aha, świat… wiem co to jest”, i spokojnie przechodzi do
innego tematu.
Gdyby
celowo zwrócić mu uwagę na to słowo i spróbować się dowiedzieć, co przez nie
rozumie, to wpierw poczułby się wyraźnie ,,zmieszany”, ale już po krótkiej
chwili odzyskałby rezon, czyli lepszą definicję tego słowa, przedstawiłby ją
jako własną, mimo że sam nigdy wcześniej w ten sposób nie myślał.
Jeśli ktoś
ma wystarczający autorytet i zmusi paru współczesnych ludzi – i to nawet
spośród tych, którzy otrzymali, jak to się mówi, ,,dobre wykształcenie” – do
tego, by powiedzieli, co dokładnie rozumieją przez słowo ,,świat”, to każdy
zacznie pleść takie dyrdymały, że będzie można wręcz z rozczuleniem pomyśleć
mimo woli o oleju rycynowym.
Na przykład
ktoś, kto naczytał się różnych książek o astronomii, powie, że ,,świat” to
olbrzymia liczba bardzo oddalonych od siebie słońc, otoczonych przez planety i
tworzących razem to, co nazywa się ,,Drogą Mleczną”, na zewnątrz której w
niezmierzonych odległościach i poza granicami przestrzeni dostępnych naszym
badaniom znajdują się prawdopodobnie inne skupiska gwiazd i inne światy.
Za to
osoba, która interesuje się współczesną fizyką, zacznie mówić o świecie jako
ewolucji materii, poczynając od atomu, a kończąc na największych skupieniach,
takich jak planety i słońca, i być może powoła się też na teorię podobieństwa świata
atomów elektronów do świata słońc i planet, i tak dalej w tym samym duchu.
A jeszcze
ktoś inny, kto z jakiegoś powodu zapalił się do filozofii i naczytał o niej
różnych różności, powie, że świat to tylko wytwór naszych subiektywnych pojęć i
wyobrażeń i że nasz Ziemia wraz z jej górami i morzami, z królestwem roślin i
zwierząt, to tylko świat ułudnych zjawisk, świat iluzoryczny.
Z kolei
człowiek obeznany z najnowszą teorią ,,przestrzeni wielowymiarowej” powie, że
co prawda wedle potocznej opinii świat to nieskończona trójwymiarowa sfera, ale
że w rzeczywistości świat trójwymiarowy jako taki nie istnieje i jest tylko
wyobrażonym przekrojem innego, czterowymiarowego świata, z którego przychodzi i
do którego wraca wszystko, co się wokół nas wydarza.
Człowiek o
światopoglądzie opartym na dogmatach religijnych, stwierdzi, że świat to
wszystko, co istnieje – czy to widzialne, czy niewidzialne – a co zostało
stworzone przez Boga i podlega Jego woli. W świecie widzialnym nasze życie trwa
krótko, ale w świecie niewidzialnym, gdzie człowiek otrzymuje nagrodę lub karę
za to wszystko, co uczynił w czasie swojego pobytu w świecie widzialnym, życie
jest wieczne.
Pasjonat
,,spirytyzmu” powie, że obok świata
widzialnego istnieje też drugi świat, zwany ,,zaświatami”, i że zostało już
nawiązana łączność z istotami zaludniającymi owe ,,zaświaty”.
Natomiast
entuzjasta teozofii posunie się jeszcze dalej i oświadczy, że istnieje siedem
światów, które się nawzajem przenikają i są zbudowane z coraz bardziej
rozrzedzonej materii itd., itp.
Krótko
mówiąc, żaden współczesny człowiek nie będzie umiał podać ścisłej i możliwej do
przyjęcia dla wszystkich definicji prawdziwego znaczenia słowa ,,świat”.
Koniec cz. III



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz