środa, 20 kwietnia 2016

Zgodna z prawem różnorodność przejawów ludzkiej indywidualności cz.III



Aby podkreślić ten całkowity brak woli u przeciętnego człowieka, można tutaj zacytować jeszcze jeden fragment z innego odczytu Gurdżijewa, barwnie opisujący przejawy owej sławetnej woli, którą przypisuje się człowiekowi.
   Zwracając się do jednego z obecnych, Gurdżijew powiedział:
   - Masz masę pieniędzy i luksusowe warunki egzystencji. Wszędzie cię poważają i darzą szacunkiem. Na czele twoich prosperujących przedsiębiorstw stoją rzetelni i całkowicie oddani ci ludzie – jednym słowem twoje życie jest usłane różami.
  
Rozporządzasz swoim czasem według uznania, jesteś mecenasem sztuki, rozwiązujesz światowe problemy przy filiżance kawy i nawet interesujesz się rozwojem ukrytych sił duchowych. Nie obce ci są sprawy ducha i masz dobre rozeznanie w kwestiach filozoficznych. Jesteś wykształcony i oczytany. Cechuje cię wszechstronna erudycja, toteż cieszysz się opinią człowieka inteligentnego, któremu żaden temat nie jest obcy. Jesteś uosobieniem dobrego wychowania.
   Wszyscy znajomi uważają cię za człowieka silnej woli i w większości twierdzą nawet, że twoje sukcesy są rezultatem przejawiania się tej woli.
   Krótko mówiąc, pod każdym względem zasługujesz ma to, żeby cię naśladować, i można ci tylko pozazdrościć.
   Dzisiaj rano obudziłeś się pod wrażeniem jakiegoś męczącego snu.
   Ów stan lekkiego przygnębienia, choć rozproszył się zaraz po przebudzeniu, postanowił w tobie jednak ślad.
   Pewną ociężałość i niepewność w twoich ruchach.
   Podchodzisz do lustra, żeby się uczesać, i niechcący upuszczasz szczotkę do włosów, ale ledwo ją podniosłeś i otrzepałeś, a znów wypada ci z rąk, Tym razem podnosisz ją już z lekkim zniecierpliwieniem i przez to upuszczasz po raz trzeci… próbujesz złapać ją w locie, ale niefortunny ruch ręki powoduje, że szczotka zmierza w stronę lustra; na próżno rzucasz się, żeby ją chwycić, trach!... na starym lustrze, z którego byłeś taki dumny, pojawiają się pęknięcia w kształcie gwiazdy.
   Psiakość! Niech to diabli!... i rodzi się w tobie potrzeba wyładowania złości na kimś innym. Ponieważ nie znalazłeś gazety obok porannej filiżanki kawy, bo służący zapomniał ją tam położyć, kielich twojej cierpliwości przelewa się i uznajesz, że już dłużej nie zniesiesz tego drania u siebie w domu.
   Pora wyjść na dwór. Ponieważ jest ładna pogoda i masz udać się niedaleko, postanawiasz, że pójdziesz na piechotę. Za tobą cicho sunie twój samochód, ostatni model znanej marki.
   Blask słońca trochę cię uspokaja i twoją uwagę zwraca tłum, który zebrał się na rogu ulicy.
   Podchodzisz bliżej i dostrzegasz, że pośrodku zgromadzonych leży na chodniku nieprzytomny człowiek. Policjant z pomocą kilku ,,gapiów” taszczy go do taksówki, żeby odwieźć go do szpitala.
   Zwróć uwagę, w jak dziwny sposób – tylko z powodu przypadkowo spostrzeżonego przez ciebie podobieństwa między twarzą szofera a twarzą tego podchmielonego mnicha, na którego, sam trochę wstawiony, wpadłeś w zeszłym roku, gdy wracałeś z hucznych imienin – ten wypadek na rogu ulicy skojarzył ci się teraz z tortem, który jadłeś na tamtym przyjęciu.
   Ach, cóż to był za tort!
   Ten twój służący, który zapomniał dzisiaj o gazecie, zepsuł ci poranną kawę. Dlaczego by sobie tego jakoś nie wynagrodzić?
   Akurat tuż obok znajduje się wytworna kawiarnia, do której przychodzisz czasem z przyjaciółmi.
   Ale po co w ogóle zacząłeś myśleć o tym służącym? Przecież już prawie zapomniałeś o porannych nieprzyjemnościach. A teraz… czyż tort nie smakuje najlepiej z kawą?
   Spójrz! Przy sąsiednim stoliku siedzą dwie damy. Cóż za czarująca blondynka!
   Słyszysz właśnie, jak spoglądając na ciebie, szepcze do koleżanki: ,,On jest w moim typie!”.
  
Czyż nie prawda, że te podsłuchane, być może celowe wypowiedziane pod twoim adresem trochę głośniej słowa spowodowały, iż całe twoje wnętrze  zaczęło ,,triumfować”?
   Gdybym zapytał cię w tej chwili, czy warto się było przejmować i psuć sobie nastrój porannymi nieprzyjemnościami, oczywiście odpowiedziałbyś, że nie, i przyrzekłbyś sobie, że coś takiego już się więcej nie powtórzy.
   Czy trzeba ci jeszcze mówić o tym, jak zmienił się twój nastrój, kiedy zawierałeś znajomość z ową blondynką, która okazała ci zainteresowanie i którą ty sam byłeś zainteresowany, a także w jakim byłeś humorze przez cały ten spędzony razem czas?
   Wracasz do domu, nucąc jakąś szansonetkę, i nawet widok stłuczonego lustra wywołuje w tobie uśmiech.
   Ale zaraz, co z tą ,,sprawą”, z powodu której wyszedłeś dzisiaj rano?! Dopiero teraz sobie o niej przypomniałeś. Brawo… Zresztą to i tak nie ma znaczenia, przecież możesz zadzwonić.
   Podchodzisz do aparatu i telefonistka łączy cię ze złym numerem.
   Dzwonisz jeszcze raz, ale znowu ta sam pomyłka. Jakiś mężczyzna informuje cię, że ma ciebie dosyć, ty mówisz, że to nie twoja wina i, od słowa do słowa, nieoczekiwanie się dowiadujesz, że jesteś łajdakiem, idiotą i że jeśli znów do niego zadzwonisz, to…
   Dywan podwinął ci się  pod nogą, co powoduje, że kipisz z oburzenia i powinieneś usłyszeć ton, jakim strofujesz służącego, który przyszedł wręczyć ci list.
   Jest to list od szanownego przez ciebie człowieka, którego opinię bardzo sobie cenisz.
   Treść listu jest tak pochlebna, że w trakcie lektury twoje rozdrażnienie stopniowo mija i zmienia się w ,,przyjemną konsternację” człowieka obsypywanego pochwałami. A kiedy kończysz go czytać, jesteś już w znakomitym nastroju.
   Mógłbym tak dalej odtwarzać ten obraz twojego dnia – ty, ,,wolny człowieku”!
   Być może sądzisz, że przesadziłem?
   Nie, to absolutnie wierna fotograficzna migawka natury.
                                                   ***
   Mówiąc o woli człowieka i o różnych aspektach jego
rzekomo samodzielnych przejawów, które są przedmiotem wymądrzań i samo zachwytu współczesnych, jak to się mówi ,,dociekliwych umysłów” – a w naszym pojęciu ,,umysłów naiwnych” – warto przytoczyć w tym miejscu, co powiedział Gurdżijew w trakcie jeszcze innej pogadanki, bowiem całokształt idei wyłożonych przez niego przy tej okazji może dobrze naświetlić iluzoryczność owej woli, którą ponoć ma każdy człowiek.
   Cytuję:
   - Człowiek przychodzi na świat boży jako czysta kartka, którą wszyscy dookoła zaczynają na wyścigi brukać, zapisując ją wychowaniem, zasadami moralności, informacjami nazywanymi przez nas ,,wiedzą”, a także wszelkiego rodzaju uczuciami związanymi z obowiązkiem, honorem, sumieniem itd., itp.
   I wszyscy są przekonani o bezsporności i nieomylności ,metod, którymi się posługują po to, by zaczepić owe pędy na głównym pniu zwanym osobowością człowieka.
   Karta robi się coraz brudniejsza i im bardziej jest zababrana, to znaczy im bardziej człowiek jest nafaszerowany efemerycznymi informacjami i opiniami na temat obowiązku, honoru itp., które zostały mu wbite do głowy albo zasugerowane przez innych, tym bardziej ,,inteligentny” i poważny staje się w oczach otoczenia.
   A ta pobrudzona kartka, widząc, że ludzie uważają jej ,,brud” za zaletę, sama zaczyna go traktować w ten sposób.
   Oto jaki obraz przedstawia to, co nazywamy ,,człowiekiem”, często nawet dodając epitety w rodzaju ,,talent” i ,,geniusz”.
   Ten nasz ,,talent”, jeśli rano po przebudzeniu nie znajdzie obok łóżka bamboszy, ma humor popsuty na cały dzień.
   Zwykły człowiek nie jest wolny w swoim życiu, ani w swoich przejawach, ani też nastrojach.
   Ani nie może być tym, czym chciałby być, ani tym, za co się uważa.
   Człowiek – to brzmi dumnie! Sama nazwa ,,człowiek” oznacza ,,koronę             stworzenia”.
   Ale czy ten tytuł pasuje do współczesnych ludzi?
   Jednocześnie człowiek naprawdę powinien być koroną stworzenia, ma bowiem w sobie pełnię możliwości ku temu, by zdobyć wszelkie dane analogiczne do tych, jakimi dysponuje
TEN, KTÓRY URZECZYWISTNIA WSZYSTKO, CO ISTNIEJE w całym Wszechświecie.
   Po to, by mieć prawo nazywać siebie ,,człowiekiem”, trzeba nim być.   
   A żeby nim być, należy w pierwszej kolejności z niestrudzoną wytrwałością i impulsem niegasnącego pragnienia, wpływającego ze wszystkich oddzielnych i niezależnych części, z których składa się cała nasza zbiorcza obecność, to znaczy pragnienia wpływającego jednocześnie z myśli, czucia i ograniczonego instynktu, pracować wpierw nad wszechstronnym  poznaniem siebie, walcząc przy tym bezustannie z własnymi subiektywnymi słabościami, a potem – opierając się na rezultatach, które w ten sposób zostały uzyskane tylko dzięki naszej świadomości, czyli rezultatach rzucających światło na mankamenty naszej ukształtowanej już subiektywności, a także na możliwe sposoby podjęcia walki z nimi – zdołać je wykorzenić, przyjmując wobec siebie postawę bezlitosną.
   Szczerze mówiąc, człowiek współczesny – taki, jakim możemy go zobaczyć, jeśli potrafimy być zupełnie bezstronni – to ni mniej, ni więcej, tylko mechanizm zegarowy, jakkolwiek o bardzo złożonej budowie.
   Tę swoją mechaniczność człowiek musi wszechstronnie przemyśleć i należycie zrozumieć, aby móc w pełni ocenić jej znaczenie oraz wszystkie jej rezultaty i następstwa zarówno dla swojego dalszego życia, jak i dopełnienia się sensu oraz celu swego powstania i istnienia.
   Niewątpliwie dla tego, kto pragnie sobie uświadomić i ogólnie zbadać ludzką mechaniczność, najlepszym obiektem studiów jest on sam i jego własna mechaniczność; a zbadać ją rzeczowo i zrozumieć wnikliwie całym swoim jestestwem – a nie ,,jak psychopata”, to znaczy tylko jedną częścią całej swojej obecności – można wyłącznie dzięki prawidłowo prowadzonej samoobserwacji.
   Co zaś tyczy takiej możliwości prowadzenia samoobserwacji w sposób prawidłowy, bez ryzyka wywołania zgubnych następstw, które niejednokrotnie udało się zauważyć, gdy ludzie zabierali się do niej bez należytej wiedzy, to trzeba was przestrzec – abyście nie popadli w przesadny entuzjazm – że nasze doświadczenie oparte na wielu ścisłych informacjach pokazało, iż wcale nie jest to tak proste, jak może się wydawać na pierwszy rzut oka, toteż za podstawę prawidłowo prowadzonej samoobserwacji, której celem jest poznanie siebie, przyjmujemy właśnie studia nad mechanicznością współczesnego człowieka.
   Człowiek, zanim jeszcze zacznie studiować swoją mechaniczność i wszystkie zasady prawidłowo prowadzonej samoobserwacji, musi, po pierwsze, nieodwołalnie postanowić, że będzie ze sobą bezwzględnie szczery, że nie będzie na nic zamykał oczu, że nie uchyli się od jakichkolwiek rezultatów,  dokądkolwiek by go prowadziły, że nie będzie się bał wyciągnięcia wniosków i że nie wytyczy sobie z góry żadnych granic; a po drugie, żeby wyjaśnienie tych zasad mogło być właściwie przyswojone i przetworzone przez adeptów tego nauczania, które tutaj przedstawiamy, trzeba koniecznie ustalić odpowiednią formę ,,języka”, gdyż istniejąca forma jest naszym zdaniem zupełnie nieadekwatna do tego rodzaju wyjaśnień.
   Jeśli chodzi o pierwszy warunek, to już na samym początku należy ostrzec, że człowiek, który nie przywykł do myślenia i działania zgodnie z zasadami samoobserwacji, musi mieć dużo odwagi, żeby szczerze zaakceptować wyprowadzone wnioski nie upaść  na duchu, lecz pogodziwszy się z nimi, dalej je wysnuwać z ,,crescendującą” wytrwałością, jakiej wymagają takie studia.
    O we wnioski mogą, jak to się mówi ,, przewrócić do góry nogami” wszystkie przekonania i wierzenia, które już wcześniej głęboko się w człowieku zakorzeniły, jak również cały porządek jego zwykłego myślenia, a to może doprowadzić do tego, że straci on bodaj na zawsze wszystkie przyjemne i, by tak rzec ,, drogie jego sercu wartości” zapewniające mu do tej pory takie spokojne i przytulne życie.
   Dzięki prawidłowo prowadzonej samoobserwacji człowiek już po kilku dniach jasno zrozumie i bez cienia wątpliwości uzna swą całkowitą bezsilność i bezradność wobec absolutnie wszystkiego, co go otacza.
   Przekona się całym swym jestestwem, że wszystko nim rządzi, wszystko nim  kieruje. On sam ani nie rządzi, ani zdecydowanie niczym nie kieruje.
   Nie dość, że przyciąga go lub odpycha wszystko, co ożywione i co może wpływać na powstawanie w nim takich czy innych skojarzeń, to jeszcze oddziałują na niego nawet całkowicie bezwładne i nieożywione przedmioty.
   Wolny od autoimaginacji i słoności do samo uśpienia – impulsów, które stały przynależne ludziom współczesnym – uświadomi sobie, że całe jego życie to nic innego, jak tylko ślepe reagowanie na wspomniane przyciągania i odpychania.
   Zobacz wyraźnie, w jaki sposób kształtują się jego opinie, światopogląd, charakter, upodobania itd. – słowem, jak uformowała się jego indywidualność, a także pod wpływem czego jej szczegóły mogą ulec zmianie.
   Jeśli chodzi o drugi warunek konieczny, czyli ustanowienie prawidłowego języka, to jest ono niezbędne dlatego, że według nas język stosowany obecnie, któremu przyznano, by tak rzec, ,,prawa obywatelskie” i w którym mówimy, piszemy książki, przekazujemy innym wiedzę i nasze pojęcia, zupełnie się nie nadaje do w miarę precyzyjnej wymiany opinii.
   Słowa  składające się na nasz współczesny język – z powodu arbitralnego sensu im przez ludzi – zaczęły oznaczać bardzo nieokreślone i względne pojęcia, wskutek czego przeciętny człowiek traktuje je nader elastycznie.
   Naszym zdaniem do powstania w życiu człowieka takiej anomalii bardzo przyczynił się nienormalny system wychowania stosowany wobec dorastającego pokolenia.
    A odegrał tak dużą rolę, ponieważ, jak już powiedzieliśmy, wskutek tego, że polega w głównej mierze na zmuszaniu młodzieży do ,,wkuwania  na pamięć” jak największej liczby słów i rozróżniania ich jedynie na podstawie brzmienia, a nie tego, co słowa mają w istocie znaczyć, ów system wychowania doprowadził do stopniowego zaniku w ludziach zdolności do przemyśliwania i pojmowania tego, co sami mówią i co się do nich mówi.
   Utraciwszy taką zdolność, a jednocześnie odczuwając konieczność w miarę precyzyjnego przekazywania innym swoich myśli, ludzie są zmuszeni – pomimo nieskończonej liczby słów, które już istnieją we wszystkich współczesnych językach – albo zapożyczać jakieś słowa z innych języków, albo ciągle wymyślać nowe, co w końcu doprowadziło do tego, że współczesny człowiek, gdy chce wyrazić jakąś ideę – mając do tego, jak sądzi, wiele odpowiednich słów – wybiera słowo, które w jego myślach wydaje mu się najwłaściwsze, ale równocześnie instynktownie odczuwa niepewność co do prawidłowości  swojego wyboru i nieświadomie nadaje temu słowu własne subiektywne znaczenie.
   Z jednej strony z powodu tego zautomatyzowanego przyzwyczajenia, a z drugiej wskutek stopniowego zaniku zdolności do skupiania przez długi czas aktywnej uwagi, przeciętny człowiek, wypowiadając czy słysząc jakieś słowo, mimowolnie podkreśla i eksponuje taką czy inną stronę pojęcia, które to słowo ma oznaczać, systematycznie redukując całe jego znaczenie tylko do tego jednego aspektu; inaczej mówiąc, słowo to zamiast obejmować wszystkie niuanse danego pojęcia, ma tylko takie znaczenie, jakie przypadkowo przychodzi mu w pierwszej chwili do głowy pod wpływem ciągu automatycznie płynących w nim skojarzeń. Toteż współczesny człowiek, kiedy słyszy czy wymawia w trakcie rozmowy jakieś słowo, za każdym razem nadaje mu inne znaczenie, czasami całkowicie sprzeczne z sensem zawartym w tym słowie.
   Dla człowieka, który do pewnego stopnia uświadomił to sobie i nauczył się już mniej więcej obserwować, rozmowa dwóch współczesnych ludzi, zwłaszcza kiedy dołączają do niej inni, zamienia się w ,,tragikomiczne bachanalia dźwięków”.
   Każdy z rozmówców nadaje wszystkim słowom, które stały się środkami ciężkości tej, by tak rzec, ,,symfonii beztreściowych słów” , własne subiektywne znaczenie i w rezultacie do ucha takiego uświadomionego i bezstronnego obserwatora dociera tylko to, co w starosinokułupiańskich opowieściach z ,,Tysiąc i jednej nocy” nazywano ,,kakofoniczno-feerycznym nonsensem”.
   Ludzie współcześni, kiedy prowadzę tego rodzaju rozmowę, sądzą, że się rozumieją  i są wręcz przekonani, iż przekazują sobie nawzajem swoje myśli.
  
Jednakże my, opierając się na wielu niepodważalnych danych potwierdzonych przez psycho -fizyczno-chemiczne eksperymenty, oświadczamy kategorycznie, że póki współcześni ludzie pozostaną takimi, jakimi są teraz, to znaczy ,,przeciętnymi ludźmi”, dopóty – bez względu na temat ich rozmowy, a szczególnie jeśli miałaby ona dotyczyć kwestii abstrakcyjnych – nie będą odnosić tych samych słów do tych samych pojęć i w rezultacie nie będą się potrafili naprawdę  zrozumieć.
   Oto dlaczego w przeciętnym człowieku współczesnym dowolne przeżycie wewnętrzne – i to nawet niezwykle bolesne – zmuszające do myślenia, a także otrzymane logiczne rezultaty, które w innej sytuacji mogłyby wywrzeć bardzo dobroczynny wpływ na jego otoczenie, nie znajdują zewnętrznego wyrazu, a jedynie przekształcają się w rodzaj ,,czynnika zniewalającego” dla niego samego.
   To z kolei powoduje, że życie wewnętrzne każde pojedynczego człowieka staje się coraz bardziej wyizolowane, i tym samym coraz większej degradacji ulega to, co jest przecież niezbędne w zbiorowej egzystencji ludzi i nazywa się ,,uczeniem się od siebie nawzajem”.
   Wskutek utraty zdolności rozważania i pojmowania przeciętny człowiek współczesny, kiedy słyszy lub powtarza w rozmowie jakieś słowo, które rozpoznaje tylko z brzmienia, w ogóle się nad nim nie zastanawia ani nawet nie zadaje sobie pytania, co to słowo dokładnie znaczy, ponieważ już raz na zawsze postanowił, że je zna i że inni również je znają.
   Nawiasem mówiąc, takie pytanie rodzi się w nim czasem, kiedy po raz pierwszy słyszy zupełnie nieznane mu słowo, ale nawet w takim przypadku to nieznane słowo zastępuje  tylko jakimś innym, brzmiącym znajomo, i jednocześnie wyobraża sobie, że je zrozumiał.
   Aby uczynić jasnym to, co powiedziałem, możemy się posłużyć znakomitym przykładem słowa tak często używanego przez współczesnych ludzi, a mianowicie słowa ,,świat”.
   Jeśli ludzie sami potrafiliby uchwycić, co im przychodzi na myśl, gdy słyszą lub wypowiadają słowo ,,świat”, to prawie każdy z nich musiałby przyznać – oczywiście pod warunkiem że zdobędzie się na szczerość – iż to słowo nie wiąże się dla niego z żadnym precyzyjnym pojęciem. Po prostu wyławiając słuchem znajome brzmienie, którego sens, w jego przekonaniu, jest mu znany, mówi poniekąd do siebie: ,,Aha, świat… wiem co to jest”, i spokojnie przechodzi do innego tematu.
   Gdyby celowo zwrócić mu uwagę na to słowo i spróbować się dowiedzieć, co przez nie rozumie, to wpierw poczułby się wyraźnie ,,zmieszany”, ale już po krótkiej chwili odzyskałby rezon, czyli lepszą definicję tego słowa, przedstawiłby ją jako własną, mimo że sam nigdy wcześniej w ten sposób nie myślał.
   Jeśli ktoś ma wystarczający autorytet i zmusi paru współczesnych ludzi – i to nawet spośród tych, którzy otrzymali, jak to się mówi, ,,dobre wykształcenie” – do tego, by powiedzieli, co dokładnie rozumieją przez słowo ,,świat”, to każdy zacznie pleść takie dyrdymały, że będzie można wręcz z rozczuleniem pomyśleć mimo woli o oleju rycynowym.
   Na przykład ktoś, kto naczytał się różnych książek o astronomii, powie, że ,,świat” to olbrzymia liczba bardzo oddalonych od siebie słońc, otoczonych przez planety i tworzących razem to, co nazywa się ,,Drogą Mleczną”, na zewnątrz której w niezmierzonych odległościach i poza granicami przestrzeni dostępnych naszym badaniom znajdują się prawdopodobnie inne skupiska gwiazd i inne światy.          
    Za to osoba, która interesuje się współczesną fizyką, zacznie mówić o świecie jako ewolucji materii, poczynając od atomu, a kończąc na największych skupieniach, takich jak planety i słońca, i być może powoła się też na teorię podobieństwa świata atomów elektronów do świata słońc i planet, i tak dalej w tym samym duchu.
   A jeszcze ktoś inny, kto z jakiegoś powodu zapalił się do filozofii i naczytał o niej różnych różności, powie, że świat to tylko wytwór naszych subiektywnych pojęć i wyobrażeń i że nasz Ziemia wraz z jej górami i morzami, z królestwem roślin i zwierząt, to tylko świat ułudnych zjawisk, świat iluzoryczny.
   Z kolei człowiek obeznany z najnowszą teorią ,,przestrzeni wielowymiarowej” powie, że co prawda wedle potocznej opinii świat to nieskończona trójwymiarowa sfera, ale że w rzeczywistości świat trójwymiarowy jako taki nie istnieje i jest tylko wyobrażonym przekrojem innego, czterowymiarowego świata, z którego przychodzi i do którego wraca wszystko, co się wokół nas wydarza.
   Człowiek o światopoglądzie opartym na dogmatach religijnych, stwierdzi, że świat to wszystko, co istnieje – czy to widzialne, czy niewidzialne – a co zostało stworzone przez Boga i podlega Jego woli. W świecie widzialnym nasze życie trwa krótko, ale w świecie niewidzialnym, gdzie człowiek otrzymuje nagrodę lub karę za to wszystko, co uczynił w czasie swojego pobytu w świecie widzialnym, życie jest wieczne.
   Pasjonat ,,spirytyzmu”  powie, że obok świata widzialnego istnieje też drugi świat, zwany ,,zaświatami”, i że zostało już nawiązana łączność z istotami zaludniającymi owe ,,zaświaty”.
   Natomiast entuzjasta teozofii posunie się jeszcze dalej i oświadczy, że istnieje siedem światów, które się nawzajem przenikają i są zbudowane z coraz bardziej rozrzedzonej materii itd., itp.
   Krótko mówiąc, żaden współczesny człowiek nie będzie umiał podać ścisłej i możliwej do przyjęcia dla wszystkich definicji prawdziwego znaczenia słowa ,,świat”.

Koniec cz. III
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz